I nadal tu jesteśmy 2007-07-01 15:49:03

Mogłabym porozmawiać o polityce tego serwisu, która zakłada, że nieużywane blogi kasuje się po dwóch miesiącach, ale tego nie zrobię. Generalnie nie zdążyłam przekopiować całego archiwum na dysk i piszę tak na wszelki wypadek, bo kto wie, pewnego wieczoru moderatorzy mogą mieć za mało roboty. Dla zainteresowanych - nie prowadzę aktualnie żadnej działalności literackiej w obrębie internetu. Nie jestem również tą samą osoba co byłam i jestem przepełniona nostalgią (lub raczej "o cholera co ja wypisywałam"), gdy czytam swe stare wywody. Żyję i żyć dalej planuję, a ten blog nadal pozostanie zapisem mej przeszłości (czyt. panna Lea to zapominalskie stworzenie i niekiedy to jej zapiski przypominały jej o pewnych rzeczach).

~ Lea

skomentuj (2)

A ja głupoty piszę 2004-09-15 21:38:43

Tak tylko dla utrzymania archiwum. Nie chcę tracić swych myśli. Długo tu jestem i podenerwuję jeszcze trochę blog.pl mymi wariactwami.

skomentuj (1)

: / 2004-07-01 14:29:31

Ciemno-szare chmury wiszą sobie spokojnie za mym oknem. Ani drgną i ani nie wydadzą kropli deszczu. Już deszcz wolałabym. Zachwalałam lato, zachwalałam, ale nie ktoś tam na górze musi mi zrobić na złość. Słońca jak na lekarstwo. Ma alabastrowa skóra będzie się musiała wybrać do solarium. Tak, a ja nigdy w czymś takim nie byłam. Oj, nie światowa ze mnie dziewczyna. Ktoś mnie przygarnie na lato? Ja wbrew pozorom nie gryzę...

Dziś trochę proszę państwa o wakacjach. Ja nie mam szans na jakąś podróż w nieznane, ani na wyrwanie się za granicę. Słowem, spłukana jestem. Dziury w kieszeniach. Ten kto zaszeleści odpowiedniej osobie kolorowymi papierkami przed nosem, ma wakacje zafundowane. A ty dziewczyno siedź sobie w pomarańczowym bloku i wlepiaj gały w komputer. Nie mam nawet jakiejś miniówy, aby pomajtać nogami przed nosem jakiemu chłopięciu. Nie mówiąc o tym, że nóg do tego zdatnych nie mam.

Połowa rodziny Z. wyjeżdża sobie wesoło nad morze. Gdzie tam mniejsza o to. Druga połowa na obozy pocztowe. No tak, pocztowcy zawsze uprzywilejowani. Dlaczemu ma matencja wojskową nie jest? Miała być. Szanowny dziadziuś załatwiał jej takową posadę, ale musiała trochę poczekać. Jednak ona kobietą niecierpliwą była i do spółdzielni poszła. Następnego dnia tam pracowała... Poczekać trzeba było, matko niecierpliwa. Tak to tylko do Agnieszkówka jadę. I tak dobrze.

Teraz uważać proszę i słuchać uważnie. Gdzieś za trzy tygodnie, nie ważta się wyszukiwać wszelakich mych wyzwisk w wyszukiwarkach. Palce przetrącę, wyskoczę z monitorów i rąbnę w łepetyny. Niebezpieczeństwo nadchodzi. Oj nie trzeba było matencji wmawiać, że pisać nie umie. Potem nie trzeba było namawiać jej, aby cokolwiek napisała. Zaowocowało to wszystko u niej pomysłem, że bloga założy. Ano 41-letnia matka polka czy jakoś takoś. I będzie pisać. Nie wiem jeszcze jak to zrobi, a inteligentna to jest, ale chyba schowam się pod ziemię. Gdzie tam, ucieknę do Islandii!

Moje chłopięcie wyjechało z mym dilerem (Maciusiem) na obóz w góry. Kartkę mam obiecaną, ale co tego, jak Alchemist mi się kończy! Maciusiu wracaj!
Babunia szanowna coraz bardziej wątpi w mój zdrowy umysł. Zawalenie się książkami jakoś jeszcze biedaczka znosi. Mangami jako tako, ale jak obaczyła, co to się na mym monitorze wyrabia, to wszystkie życiowe odruchy nagle zastygły. Ja, głupia, zdezorientowana, wywróciłam głowę w jej stronę i patrzę. Ona na mnie. I tak przez minut dziesięć. Podchodzi do mnie. Panna Ran, nadal ogłupiała. Wskazuje palcem na monitor.

Babunia: A co to jest!? - no, ja patrzę, a tam szybka monitora.
Ran: Monitor babciu. - cóż, starsze osoby, często nie rozeznane.
Babunia: Jaki monitor!? No, ta, ta, ta... bajka!? - a, więc palec babuni pada na Al.?a (Alchemist).
Ran: Oj, babciu, to nie bajka, tylko anime (tutaj prezentuje babci co to, potem łaskawie wyjaśniam, co to Alchemist).
Babunia: To ty, jakieś breje o alchemii oglądasz!? Jak śmiesz, i ty jeszcze do kościoła chodzisz!? Niech się tylko matka twoja dowie! Jak cię ona wychowuje [...].
Ran: Mama wie, a babcia chyba zapomniała, że ja do kościoła nie uczęszczam...

Potem nastąpił prze długi wykład. Ja najnormalniej w świecie, poczęłam czytać. No i niech ma babunia wreszcie zrozumie, że mówi to już po raz 28. Naprawdę nudne się to staje, nie mówiąc o tym, że mnie od fabuły odciąga. Do sklepu w kurtce skórzanej nie poszłam.

I jak ja mam w wakacje odpocząć?

skomentuj (2)

Makenaide - ZARD 2004-05-25 22:18:42

80% zapisu na dysk. Zgrywam ‘Good Bye Lenin’ dla kolegi matencji. Sama w o wiele lepszym humorze. Ba, zjeździło się 4 księgarnie i nabyło stos książek. Ba, wydało się koło 90 zł, ale to naprawdę drobny szczegół. Nowa lodziarnia została przetestowana. Czekolada, mrożona i lody, wyśmienite. Teraz to ja się po chwalę, normalnie przy kasie jestem. Pieniążki w misce na cukierki lezą (zakrywają zmyślnie Zozole). Posiadam wysoką sumkę w postaci dwóch 10 złotówek, a złotówek czarnym portfelu, całe 30 zł. Bah, na Kisielnicę. 20 zł zniknie na kwiatki dla matencji, ale pocieszę się iż mam dłużnika na 7,50. Kurka! Bogata jestem! Bah, na kolejną książeczkę uzbieram.

Aktualnie ma kanapa wygląda mniej więcej tak: rozwalona poduszka, dywanik książek, kocyk, guma Orbit (tm), wódka cytrynowa no i wielkie słuchawy Philipsa. Rządki cyferek cyferek matematyczki zapisane. No! Mogę się w spokoju oddać czytaniu. He? Ktoś gada, że dziwna jestem? A gdzie tam! Po rozmowie z panną Karoliną wywnioskowałam, że prawie się niczym nie różnię. Wpuścić ją do sklepu i mnie do księgarni to to samo. Wyszłybyśmy gołe i wesołe. No! Cenzura jest, to o kolorowych kredkach i domowych przedszkolach nie napiszę.

Stary niedźwiedź mocno śpi….

Bah!

P.S Panno Tin, danke za kartkę. Cudnie rysujesz i się nie sprzeciwiaj, no mi. Nie jest tak źle, na pocztówce jest Pub xD. Ran by się tam Colą spiła xP .

@

skomentuj (0)

Autobiografia - Perfect 2004-05-24 19:53:15

Po raz pierwszy nie wiem, co pisać i jak się wysłowić. Czuję się jak za okupowanej Polski kiedy to trzeba było wprowadzić cenzurę. Ja właśnie ją zarządzam. Ba! Koniec wywodów o znajomych innych czekach tego pokroju. Archiwum jest zabezpieczone hasłem. Nie proszę państwa nie mam zamiaru się tłumaczyć, aczkolwiek względnie jestem dziś pozbawiona humoru. Ktoś mi ukrócił nogi. No nic, będę się cisnąć za język i teraz już nie mogę poruszyć tematu, który się ciśnie mi w umyśle. No nic, nie ma prywatności w sieci, to czysta fikcja, ba, są wyszukiwarki i inny shit. No! Zapewne w takim razie, podwinę kieckę i kiedyś zmienię adres. Powiem do widzenia i pomacham związanym palcom na do widzenia.

Dziś jubilatka jestem, imieniny mam. Do szkoły przytaszczyłam 2 paczki cukierków poszły na przerwie, no. Ach, cenzura, zapomniałam, dalej nie piszę. Jednak jak zwykle musiałam się zdenerwować na Polski system bankowościowy. W portfelach skromny budżet 10zł. Nie mogłam pobuszować ze smakiem po księgarni. Jutro. Na lody też zapraszam. Jutro. Ach, te pieniądze rządzą tym zakłamanym światem. Tak jak kawa mną. Trzyma mnie na włosku przy życiu. Ach, cenzura. W takim razie nie pisze dalej, bo będę pisała o alkoholu, o tym jak niszczy ludzi, nie mogę. Gdzieś, gdzieś na kartce, sztucznej zrobionej w tutorialu, napiszę swe myśli, gdzieś je skryję przed światem, może w zeszycie w szufladzie.

Na razie koniec prywatności, na razie koniec mej szczerości. Co dalej? Zobaczę.

P.S Jestem dosłownie geniuszem. Historia na cztery a narządy zmysłu na 4+, no zobaczymy jak z seksem i pochodnymi pójdzie.

@

skomentuj (0)

Could've been - Mandy Moore 2004-05-22 13:16:02

Halo! Od dziś możecie mi mówić Rachel. Zapewne zapanowało ogólne zdziwienie, szkoda. Mój szok objawiający się w wylaniu na siebie soczku nastąpił już dawno temu. Szanowne Funimation uważa iż panna Ran musi się nazywać Rachel, erm Rachel Moore. I słowo ciałem się stało i Cartoon Network wcieliło owo imię do życia. Rachel nie jest jeszcze końcem świata, jednak nie chcę więcej szokować. Nie, nie zrobię wam tego. To było by okrutne… Ee, i tak nie dbam o zdrowie innych, więc proszę padajcie z krzeseł. Khem. Shinichi’ego ochrzcili … Jimmy VV”.

Wiem, że jest większa szansa iż DC trafi do kraju Wiślanego, ale ja nie chcę oglądać przygód pana Jimmy’ego, zapewne stanie się Jankiem, albo kim innym.

Co to, to nie!

@

skomentuj (2)

Knockin' on heaven's door - Guns n' Roses 2004-05-17 22:11:50

A ja teraz ponarzekam! O! Jak każda szanowana pół-obywatelka Polski mam do tego święte prawo. Ponarzekam sobie na nasz system edukacji. Wszyscy chyba, włącznie z ciałem pedagogicznym, utracili sens tego słowa. Mianowicie czym jest edukacja? Dla mnie nauką nie tylko matematyki i innych, ale i nauką życia. Gdzie się podziały te czasy gdy nauczyciele starali się porozmawiać z uczniami na wszystkie tematy? Gdzie te comiesięczne wyjazdy do teatrów? Gdzie bogato zaopatrzone biblioteki? Gdzie grono pedagogiczne starające się o wspólny język z uczniami? Gdzie te lekcje praktyczne? No, proszę państwa, za to mamy surowych wychowawców, wymagających od nas co raz to nowych rzeczy i nie starających się zrozumieć naszych zachowań.
Skąd niby te ciągłe uwagi i oceny?

Teraz nauczyciele myślą tylko o utrzymaniu posady i aby wbić do głowy uczniom przygotowany przez ministerstwo materiał. Niekiedy zupełnie nie przydatny. O lekcjach na łonie natury, w muzeum, teatrze i gdziekolwiek indziej możemy pomarzyć.

Nie, nie mówię, że szkoła jest zła, ale system edukacji jest zły. Prawie całkowicie. Przede wszystkim nie liczni nauczyciele mają do tego ‘zdrowe’ podejście. Nie, no gdybym mogła to bym już dawno wysiadła z tego pociągu i wyjechała do Szwecji, Anglii czy Ameryki. My chyba się cofamy, moi mili. Gdzie te dawne piękne czasy?

Przeminęły z wiatrem? : /

P.S Postanowiłam podszlifować angielski i zrobiłam update’a na starym Journal’u angielskim o tu.
P.S 2. Ktoś zauważył nowego layta? Prosty, ale ile pracy, z tymi wrednymi tabelami vv. Te samoprzylepne do monitora karteczki mam od dawna na komputerze, a tą kartkę kiedyś zrobiłam w jakimś tutorialu. Zdjęcia szczerze określają teraz mój stan myślowy. Oleję to.
P.S 3. Znowu uzależniam się od PS’ów? : /

@

skomentuj (0)

Szum procesora 2004-05-16 15:51:55

I wygrała piękna, długonoga Ukrainka, bez talentu do śpiewania. Ubrania zdecydowanie za wiele jak na wszechobecnie panujące wymogi, ale za to panom w żiri pewnie i tak szczęki opadły. Ukraina faktycznie politycznie się nieźle trzyma. Nie mam więc się czego czepiać. No może mały fakt, że będę ją musiała znosić przez dobry miesiąc w radiu. Ech, ta polityka szoł biznesu : / .

@

skomentuj (0)

Start - Aiuchi Rina 2004-05-16 15:51:02

W tym momencie, kiedy wstukuję ta notkę, na ekranie telewizora, trwa 'emocjonujące' głosowanie na najlepszą piosnkę Europy. Albo na najbardziej rozebraną babę/przystojnego facia *, albo na kraj mający najlepsze stosunki polityczne z innymi. Panna Tatiana ma zdecydowanie małe szansy. Po pierwsze jest z Polski, a po drugie miała trzy paski ubrania na tyłku.
Ciekawa jestem czy Szwedka, która nie poskąpiła koloru różowego, ma też różowe majtki : /?

Dziś razem z Michałkiem dokuczaliśmy sąsiadom przez bite 7 i pół godziny, nasz krystaliczny śmiech rozbrzmiewał głośno, a muzyczka dotrzymywała nam kroku. Enty razy puszczaliśmy Moonlight Shadow. Owocem naszego przekomarzania jest aktualizacja na stronie klanu Counter-Strike [stuknij
w przycisk myszki
] pana Michałka. Pan webmajster odjechał w siną dal (do centrum miasta) zadowolony z pomocy wykwalifikowanej siostry (powiedzane matencji). Kurka, ja jakąś webmajsterką jestem, no.

Dla mnie ta cała Eurowizyjną szopkę powinna wygrać Aiuchi Rina lub Guns n' Roses, ale pierwsza to japonka, a drudzy nie grają już za bardzo i sława ich przycichła : /.

Anka i Magda gdzieś zaginęły. Czy to w sieci czy to w domu to nie wiem. Może zgubiły się w drodze z nijakiego centrum katolickiego do domu? Tak czy inaczej nikt nie mówi mi iż mam się zmienić, bo jestem dziwna. Wolna Ameryka, jak to się gada. Cóż jednak jak to w rodzince bywa mój umysł zaczyna się martwic o te panny powoli uzależniające się od komputera. Jednak prawda jest pewnie taka, że zostały ukarane za oceny. Oj, dobrze iż ja nie mam takich numerków w dzienniku.

Na koniec mych wywodów obdarzę państwa uśmiechem o takim - : /

* - nie potrzebne zetrzeć palcem z monitora.

Ta notka została napisana o godzinie 22:30 dnia 15.05.2004. Danke

@

skomentuj (0)

Everlasting - B'Z 2004-05-13 17:22:54

Dobra, dobra, ponarzekałam sobie na tych durni z Białegostoku, a kasę od razu wypłacili. Panowie! Który to z was to przeczytał? No i na dodatek ci sami panowie obiecali wydać pracownikom laptopy, które od lat obiecują. Panowie! Boicie się mnie? Mnie teraz nie trzeba się bać, założyłam się z Maćkiem iż nikogo nie pobiję w ciągu tego miesiąca. Więc siedźcie sobie opijajcie drogą kawkę i zajadajcie kawior. Na zdrowie! Za pewne do czerwca stanę się posiadaczką rozsypującego się laptopa i wydam pieniążki matencji na furę książek.

Ostatnio żyję dzięki kawie. Kochajmy ten życiodajny napój! 2 rozdziały gramatyki przerobione, rozdział ćwiczeń uzupełniony, Kamienie na Szaniec przeczytane, praca roczna z chemii na 5, rządki hieroglifów z matematyki zapisane w nierównych rządkach, chwiejące się bryły narysowane, referat z chemii napisany.

Tin! Ja jadę do ciebie nad to morze! Niech mnie przeganiają, a co mi tam, mnie starczy kawałek piasku pod niebem i szumiąca woda…

Internet się na mnie obraził na dni trzy i powrócił chwiejąc się na nogach. Kara za ściąganie panowie? Ha! 358, 359 ep’y Decety i 12 Nadii grzeją się we Flashget’cie!

Psze państwa nastała nowa moda! Robienie fanlisitng’ów o sobie i swoich ‘ziomalach’ z sieci, internetowe Bary, Bigbrothery i inny shit.

P.S Kto zrobi fanlistinga o mnie :/ ?

@

skomentuj (0)

Bitch - Meredith Brooks 2004-05-09 19:06:38

Usiłuję sobie desperacko poprawić humor i się zająć czymś pożytecznym. Napisałam matencji dialog na rosyjski, tyle że po angielsku, a potem skorzystałam z translatora. Ja ni ponimaju rosyjski. A samą rodzicielkę wysłałam z ciotką Jagoda na łono natury. Sieć się grzeje, bo ja od wczoraj ściągam omaki z Nadii. Tak po za tym nareszcie dorwałam sobie łapki do „The Secret of Fuzzy”, szkoda tylko iż jest to part 2. Wczoraj jakiś chłopczyk skarżył się na me zapędy do ściągania, a ja spławiłam go mimo iż dziarsko zaśmiecał mi ekran komunikatami w stylu ty kur** jeb*** wyłącz wreszcie te pier****** pliki!. Ja spokojnie napiłam się wody i ukazałam swój język w całej swej krasie memu monitorowi. Bęcwał.

Słowem mam wszystko gdzieś, niech się wali niech się pali, ja będę uśmiechnięta. O!

Dla ciekawskich powyższy layout jest spowodowany na oglądaniem się Nadii i zatwierdzenia, że ci państwo na górze to niedorozwinięci bandyci o umysłach dzieci, które to określenie sugeruje iż polubiłam owo trio. Co prawda Electra nadal rządzi!

@

skomentuj (0)

Supergirl - Reamonn 2004-05-09 14:17:42

No i weszliśmy do Unii. Ciekawa jestem kto się nie zsikał z podniecenia. Kto nie wystrzelił korka szampana za 20zł? Kto nie obdzwonił wszystkich znajomych i nie oznajmił, że jest Europejczykiem? Kto nie opił tego zdarzenia? Kto nie urządził hulanki do rana?
Ja dziękuję, nie zatańczę i nie rozgłoszę wszem i wobec jaka to ja szczęśliwa nie jestem. Bo nie jestem. Gdzie tam nam do Unii z takim prawe, tolerancją i cenami. Schowajmy się lepiej pod ziemię…
Z okazji zostania Europejczykiem ministerstwo nie wypłaca pieniążków pewnym urzędnikom od 4 miesięcy, z tej okazji podrożało wszystko, włącznie z mymi ulubionymi lodami w sklepie na dole, z tej okazji proboszcz na mszy wygłasza mowę potępiającą dla homoseksualistów, z tej okazji me siostry cioteczne wytykają cygankę w klasie. Nic tylko w ręce klaskać z podziwu.

Ja dopiero zatańczę gdy nas z tej Unii wykopią z fakturą VAT na miliardy złotych. Zaśmieję się i pójdę do sklepu po me ulubione lody, niegdyś za 3.25 zł.

@

skomentuj (0)

My precious Trick Star - Silk 2004-05-08 22:37:36

Jestem zła i jeszcze raz zła! Szczerzę kły od tygodnia, walam się z miejsca na miejsce bez jako takiego entuzjazmu. Jak, pytam jak tak można postępować z człowiekiem!? Kurka jak ten pieprzony Białystok tak może!? No cóż z okazji wejścia do Unii postanowili od stycznia nie wypłacać pracownikom UKS pieniążków, a większość pracowników Poczty Polskiej i telekomunikacji pozwalniać. Panowie i panie, jak tak do cholery można!? Tak, tak wiem, można… Bah, nawet w waszym mniemaniu trzeba! Szkoda tylko, że moja ciocia i wujek pracują w poczcie, a matencja niestety nie mogła wybrać innej pracy tylko UKS? No, panowie ministrowie, ja zostanę w przyszłości politykiem i przysięgam iż was pozwalniam wszystkich za jednym zamachem. Nie, nie będzie mnie obchodziło, że macie rodziny. Ha! Was to nie obchodzi!

Kłaniam się!

Powyższa notka była napisana pod wpływem irytacji panny Ran. Wszelkie zbieżności nie są całkowicie przypadkowe, są zamierzone.

Danke.

@

skomentuj (0)

Kim jesteś? 2004-04-26 18:11:19

Była zima. Właśnie szalała kolejna zapowiadana przez tych wszystkich ‘szarlatanów’ od pogody śnieżyca. Przynajmniej tak ich nazywała hrabina Helena. Hrabina Helena w ogóle nazywała wszystkich naukowców podobnie, począwszy od epitetów stylu: szarlatańskie konowały, kończąc na typowych idiotach czy debilach. Owa panna, tak panna, nie zamężna i bynajmniej wcale nie zamierzała sobie znaleźć towarzysza życia, była osobą nad wyraz elegancką, bogatą i dumną, jak na hrabinę przystało. Co prawda nikt nie odkrył nigdy, że pod tą dumą kryje się bolesna samotność i ból, ale co komu do tego jak każdy wolał jej miliony.

Więc tak o to panna Helena siedziała przy swoim rzeźbionym stoliku, w swoim elegancko rozrzutnie urządzonym pokoiku z filiżanką z chińskiej porcelany w ręku. Wielu ludzi by jej pozazdrościło, ale ona sama wcale się nie uważała za szczęściarę.
Smętnie patrzyła przez okno. Nagle wśród wirujących płatków śniegu ujrzała małą dziewczynkę. Jakby nagle pojawiła się z nikąd. Jej buciki powoli były wchłaniane przez białą pierzynę śniegu, a sama ona wyglądała na zmarzniętą. Była blada, nad wyraz blada.
Hrabina, która w głębi serca nadal miała trochę ciepła, co prawda skrzętnie skrywanego, szybko narzuciła swój płaszcz i wybiegła z dworu.
Dziewczynka dziwnie się na nią patrzyła. Jej oczy były chłodne, a usta … były czarne. Nie była podobna do żadnego dziecka w jej wieku. Była straszna.
Helena podeszła do niej i nie bacząc na to czy ktokolwiek ją widzi, uśmiechnęła się ciepło, chociaż tak naprawdę targał ją strach. Do czegóż to podobne! Bała się dziecka…

- Dziewczynko, zgubiłaś się? – hrabina starała się dodać dziewczynce otuchy swym spojrzeniem, które nagle stało się ciepłe.

- Ależ nie droga hrabino Heleno von Rosenberg, jak się nie mylę. Szukam właśnie ciebie. – jej głoś nie zadrżał był pewny siebie, a jej oczy wpatrywały się w oczy rozmówczyni odważnie.

- Dobrze, dziwne mi jest tylko to, co tu robisz w taką zawieję, może wejdziesz i porozmawiamy? – Helena drżała w duszy i by uciekła stąd najchętniej. Daleko.

- Nie, droga hrabino, nie ma takiej potrzeby. Postoimy sobie tu spokojnie. Na mrozie. Nie musisz już wracać do domu… Przyniosę ci ulgę, skończy się twoje cierpienie. – dziewczynka byłą chłodna, a Helena chciała krzyknąć i uciec. Paść na ziemię i nie wstać. Jednak nie mogła się ruszyć, stała jak statua z marmuru, jak ta w jej pięknym ogrodzie.

- O czym ty mówisz, ależ ja nie cierpię. Jestem szczęśliwa! Czyż nie widzisz, mego pięknego dworu, wielu służących, zalotników, mojego pięknego ogrodu? – hrabina chciała by zrozumieć ta małą.

- Och proszę! Nie oszukuj siebie, nie przede mną. Znam całą twoją duszę, każdy zakamarek umysłu, znam twe życie, całe ze szczegółami. Ja chcę ci tylko przynieść ulgę. Ja wiem, że ty tego chcesz. Końca. Tego cierpienia, wyrzutów sumienia, całego snobistycznego życia. Czyż nie. Och proszę! Nie mów nic, nie zaprzeczaj. Masz dosyć swojej służy, która jest miła tylko dlatego, że im płacisz, plotek ludzi, rodziny czy sąsiadów, zalotników, którzy ciebie wcale nie kochają, tego chłodu ze strony ludzi. Ależ ja mogę dać ci ulgę. – dziewczynka tym razem uśmiechnęła się po raz pierwszy.

- Nie! Oni mnie kochają! Ja… ja nie mam ani krzty dobroci w sobie! Te plotki mogą być prawdziwe! Ja nie zasługuję na ulgę! – Helena nie kryła swego strachu, zaczęła machać rękoma jakby chciała się pozbyć dziecka, jak mary sennej.

- Mówiłam nie zaprzeczaj. Znam ciebie. Twa dusza jest samotna, twoje dni wypełnia ból, a ty tylko marzysz o końcu tego wszystkiego i oczekujesz dnia śmierci.

- Kim … kim ty jesteś? – Helena była bliska padnięcia na ziemię i uronienia potoku łez.

- Och! Nie wiesz? Szkoda. Przysięgam, że zapewnię ci ulgę, ale musisz się wyrzec wszystkiego. Tego życia i tych wszystkich ludzi, tego domu i swej tożsamości. Skończy się to wszystko, obiecuję. Tylko, tylko podaj mi dłoń i chodź ze mną.

- Ale… ale

- Wiem, że tego pragniesz, chodź, będziesz szczęśliwa.

Hrabina nie wiedziała o tym myśleć. Bała się tej dziewczynki. Jej ciemnych jak noc oczu i ust, jej bladej cery. Jednak kusiła ją wizja szczęścia. Po tylu latach. Wiedziała, że jak będzie stała i rozważała dłużej, ucieknie, stchórzy i wróci do swej starej postaci. Ironicznej i dumnej hrabiny Heleny.
Wichura się wzmogła, drzewa zaszeleściły. Dziewczynka stała się i uśmiechała, a hrabina powoli wyciągała dłoń. Po chwili spotkała się ona z malutką rączką tego niewinnego stworzonka.

- Chodźmy więc. – rzekła Helena.

I poszły prze las, trzymając się za ręce. Każda z uśmiechem na twarzy.

Helena obudziła się. Pod wpływem nagłego impulsu usiadła na łóżku. Oddychała ciężko. Sen? Czyli ona nadal tu tkwiła… Dziewczynka skłamała! Ale przecież ona nie istniała… Hrabina poczuła się dziwnie, jakby miotało ją powietrze. Była dziwnie lekka. Unosiła się! Leciała ku sufitowi, nie wiedziała dlaczego czuła obawę i szczęście zarazem. Poczuła chęć ostatniego spojrzenia na swój pokój. Pożegnalnego. Wiedziała, że odchodzi, że to koniec. Wtem na swym łóżku ujrzała siebie. Ta leżąca tam dziewczyna była biała jak kartka. Trzymała nóż. Był on cały we krwi. Zostawił on długi ślad na nadgarstku. Z niego zaś ciekły litry czerwonej farby. Samobójstwo? Ja kto przecież Helena nie mogła popełnić samobójstwa… Zabiła się we śnie? Niemożliwe…
Nagle do pokoju wpadła jej pokojówka. Krzyknęła przeraźliwie. Po chwili zebrała się cała służba wszyscy płakali, jedni udawali. Z łóżka powoli osunęła się kartka, nie zauważona przez innych.

Helena spojrzała na nią. Dotrzymałam obietnicy. Tak to prawda dotrzymała. Nagle obok hrabiny pojawiła się znienacka dziewczynka z uśmiechem na twarzy.

- Chodź… Święty Piotr czeka na ciebie u bramy. – powiedziała uśmiechając się.

- Ależ … Kim ty jesteś? – pytanie banalne, łatwe.

Och! Miło mi, śmierć jestem

skomentuj (0)

Some changes 2004-04-25 17:01:30

Jak widać wróciłam na stare śmieci… Brak ogonków i kresek czy też kropek przy literkach dawał mi się we znaki. Aczkolwiek będę na blog.pl rezydować krótko, póki nie znajdę jakiegoś dobrze funkcjonującego serwisu i takiego co ma polskie literki gratis. Na razie się pomęczę, pomęczę, pomęczę… i walnę w monitor z impetem z chęcią przetrącenia tego bloga.
A w Łomży pada. Ba! Co ja mówię, leje wręcz! Piękna wiosna zamieniła się w mętny błotny strumień, a me buty przybrały kolor szarawy. Wczoraj w ten deszcz, ma szanowna babcia straciła serce i koniecznie musiała mnie zobaczyć. W piątek toż zakończyła swój leczniczo-hulaszczy tryb życia w sanatorium. Ja biedna omal zawału serca nie dostałam jak zobaczyłam zdjęcie jej w jakimś barze, a koleżanką i jej mężem, ale, ale z piwem w ręku. Myślałam, że padnę na ten szary dywan, zahaczając o wpół dopita przeze mnie kawę i wyląduję w szpitalu w stanie ciężkiego oparzenia. Jednak jasnowidzem, to ja nie zostanę, bo mimo swych gdybań siedziałam jak kołek na kanapie.
I nadal żyję.

Mam 20 płyt do przegrania, notatkę do napisania, klasówkę z Biologii i sama nie wiem już co jeszcze. Czasem pragnę aby doba trwała z dwie godziny więcej, ale oczywiście nikt nie usłucha mych próśb. Wena ma postanowiła wziąć urlop i poczekać na lepsze czasy. Pozwoliła mi jednak jeszcze dobrotliwie wymyślić tytuł opowiadania i dwa jego zdania, a potem wybrała się na Majorkę w okularach przeciw-słonecznych.

Ostatnio miewam dziwne sny i inni o mnie dziwnie śnią. To chyba pierwsza oznaka tego, że jestem dziwna… Owszem od urodzenia kiedy miewam dziwne podróże do krainy snów, ale nigdy nikomu do takiej nie wtargnęłam (oprócz spokojnych snów matencji). Objawiłam się już 3 osobom z klasy. Karolinie, Monice i Oli. Tej pierwszej śniło się iż była w domu. Nic nie przeczuwając wyjrzała przez okno, a tam panna Ran. Ubrana na czarno, w skórzanym płaszczu i okularach a’la matrix. Zamiast na policję panna Karolina zadzwoniła do serwisu komputerowego, bo unosiły się z niego dziwne wonie i różowe dymki. Po chwili podjechał czarny samochód i wysiadło z niego dwóch facetów w czerni. K. zeszła na dół i poczęłam wyjaśniać jednemu z nich beznadziejną sytuację swego komputera, gdy ja żywcem wzięta z matrixa czy też świata rzeczywistego, nawiązałam spokojnie rozmowę z drugim. A Karolinka komplementowała tyłek agenta numer jeden. Ja wsiadłam do czarnego samochodu z numerem dwa i odjechałam niby do domu po śrubokręt. Jak wróciliśmy, to miałam rozczochrane włosy i czerwone palce… Karolina, właśnie Karolina się obudziła.

To chyba dowód na istnienie matrycy, macierzy czy tam innych określeń. Jednak na pewno ja nie jestem normalna. Monice zaś śniłam się jako terrorystka, która chciała jej sprzedać ciasto, a Oli jako policjantka, co chciała być aktorką.

Ciekawe… Ja naprawdę chyba z jakiegoś kryminału wyszłam.

Chyba powinnam już zacząć oswajać się z tymi 20 płytami i spółką. Tak w ogóle to powinnam udać się na obiad…

skomentuj (0)

Something to tell 2004-02-22 17:13:25

Powiedzmy, że to moje ostatnie słowa tu. Krótko i zwięźle. Zabawiłam tu ponad pół roku. Jako tako wypracowałam styl pisania. Zamęczałam czytelników, paru, dziwnymi tematami i mymi wariacjami. Krótko podsumowywując pisałam tu pamiętnik, który jak postanowiłam zostanie tu. Archiwum. Nie będę nic kasować. Co do mego nowego miejsca "zamieszkania", będzie ono otwarte we wtorek. Jeżeli wreszcie ustalę jaki layout chę mieć. Mam już dwie wariancje i trzecią w głowie... Powiedzmy kobieta zmienną jest.

W telegraficznym skrócie o mych ostatnich poczynaniach:

Złośliwa koleżanka, ślepa koleżanka, pragnąca zemsty koleżanka; nauka, wypracowania, rozprawki, pytaniówki, konkurs; chory Michał, chore siostrzyczki cioteczne, chora ja; pisanina, wena, Agatha Christie, Deep in my mind, Forggeting how to live; Madonna, Perfect, The real folk blues; chorzy ludzie, chory świat, chęć wyjazdu daleko stąd.

And that's all. Więc dowidzenia mówię temu miejscu, kiedyś tu zajrzę, powspominam.

So, bye, bye.

skomentuj (1)

Sometimes you're stupid 2004-02-10 19:18:38

Oj, krótko dziś będzie. Po pierwsze: dwa dni edukacji, a ja już padam z nóg. Po drugie: projekt z angielskiego leży i czeka aż raczę się ruszyć i go zrobić. Właściwie to nie projekt, a kartka, czysta, żółta formatu A3. W mojej wyobraźni, jest na niej plansza, pytania, miasto. Oj będzie dziś Ran siedziała do północy i wysłuchiwała pretensji rodzicielki, że leniem jest. Jednak nie jest ona taka „aż” leniwa. Przecież wydrukowałam i znalazłam przed chwilą piękny referat o rządach Jakobinów. No dobrze, wszyscy wiedzą, że jestem śmierdzącym leniem.
Zwykle nie piszę o szkole, ale tym razem zrobię mały wyjątek. Otóż po powrocie z ferii wszystko jest tak jak było. Nadal jesteśmy najbardziej rozhukaną klasą, nadal mamy dziwne pomysły i nadal nie możemy usiedzieć w miejscu. Jednak mnie trochę smutno. Puste miejsce obok w ławce, zero kontaktu. Trochę to dziwne, nadal sobie wyobrażam, że jest ona tylko chora... Jednak to nie prawda.

Mama w szpitalu, w Białymstoku. Odwiedzają z koleżankami koleżankę po naświetlaniach. Miała raka piersi. Żal mi tej pani. Jest samotna, nikogo nie ma, dotknęła ją choroba. W sumie samotność jest gorsza od wszelakich chorób. Jak już umierasz, to nie umieraj sam. Samotność potrafi zabijać, najbardziej serce. W końcu kiedyś ono staje, nie bije. Nie, nie umiera się wtedy, ale giną uczucia. Zamykamy się. Jednak gdzieś się tli nadzieja, że ktoś jednak wyciągnie rękę. Tak jest samotność jest straszna.

Chciałam się przenieść, a ten blog zostawić jako archiwum, ale raczej się to nie uda. Powód? Pewni „hakerzy” twierdzą, że to co stworzyłam przestanie istnieć. Jakieś szczegóły? Proszę patrzeć do komentarzy u Diablicy Nie będę tutaj pisać od nowa swej opinii na temat ich zachowania. Jednak to po prostu „dzieci”, którym się chciało zabawić. Taka zabawa w wyższość nad wszystkim. Zabawa w doświadczonych komputerowców. Bawcie się dzieci, lecz jak coś tu ruszycie, wiedzcie, że nie puszczę tego płazem. Ja się nie znam za bardzo na takich rzeczach, fakt. Jednak nie wiem czy ktoś patrzył na moje pierwsze słowa na tym blogu. Zresztą nie słuszne to było oskarżenie. Maciek, zapewne pomoże.

Patrzę tak do archiwum i spoglądam na dawne zapiski. Co się okazuje, zatraciłam jako taki lekki styl pisania. Wydałam się sobie krytyczna i nie miłe uczucie, ale przejawiała się nutka melancholii. Uj, trzeba coś zmienić, trochę świeżości i lekkości wplotę tu. Nie dziś. Zmęczenie nie daje mi jakoś lekko posuwać po klawiaturze.

Co dziś kochamy?
- Lokatorów z sieci z udostępnianie świetnych filmów, muzyki i GTA 3.
- Brak jutrzejszej matematyki z powodu nie pobytu nauczycielki na egzaminie.
- Winampa za odtwarzanie ukochanej muzyki.
- Książki za pozwalanie na zatapianie się w świat wyobraźni.
- Panią od polskiego za przecudny wykład o dziele Gombrowicza: „Ferdydurke”

Negatywy:
- E Donkey, który ściąga i nie może ściągnąć jednego odcinka Nadii.
- Projekt.
- Brak Coli.
- Zapalenie ucha i o kolczykach możemy zapomnieć...
- Maciek, który za nic nie może pojąć, że Gombrowicz nie jest „dziwny”.

Ze mną się dzieje coś złego, punktowanie, oj nie mój styl. Wchodzę w dziedzinę komercji. Teraz proszę państwa, mam pytanie: Co sądzicie o moim stylu pisania? Dlaczego pytam? Przepraszam pannę Diablicę, ale sprawa mnie zbulwersowała. Panna Vannylka (chyba tak się ona zwie) twierdzi, że ona piszę beznadziejnie. Oj, jakbym się o to z nią posprzeczała. Ja uważam, że Diablica pisze wspaniale, styl mi się wprost podoba. Jednak gdy spojrzałam na notki panny hakerki ręce mi spadły na krzesło i wykrzywiłam swoje usta w drwiącym uśmiechu. Jedna myśl, po prostu „pokemon”. Więc dlatego pytam. Może ona ma racje, może należy pisać pod publikę, zbierać wiele wpisów i komentarzy, rozdawać adres dookoła. A ja co ja tam wiem o pisaniu. Jaka głupia debilka się za to wzięła i wypisuje herezje, godne kogoś nawiedzonego na umyśle.

Ostatni paragraf przeznaczam do państwa hakerstwa. Jak podejrzewam udowodnicie mi swoje i zabierzecie mi to miejsce. Wiem, jesteście uparci i nie pozwolicie by jakaś „ziomalka” prawiła wam morały. No, a jak głupia kretynka. Jednak jak skasujecie cały mój dorobek, który tu mam, to wiedzcie, że autentycznie nie popuszczę. Już raz to przeszłam. Szukałam sprawcy i me podejrzenie skierowały się w stronę nie winnej osoby. Ta osoba mi wybaczyła to. Więc tak o to Maciek pomógł mi znaleźć winowajcę. Nie znałam go. Jednak powiedzmy, że chłopakowi się dostało. Ja wiem, lubicie udowadniać swoją wyższość i zabierać tym co was krytykują to co stworzyli. Fakt, nie jestem dobrą pisarką, ale nie chcę aby ktoś bez zezwolenia to niszczył. Byłam tu całe pół roku i przez ten czas wylewałam na te „karty” siebie. To co czuję. Czasem lekko, czasem na poważnie. Ach, oczywiście nie jestem głupią idiotką. Mam kopię, ale to już nie to samo. To nie oryginał. Jeżeli naprawdę jesteście aż takimi smarkaczami, to proszę bardzo, róbcie co chcecie. Ale wiedzcie jedno, ja sobie nie dam dmuchać w kaszę.

Jak więc widzicie, ten blog może przestać istnieć bez mojej woli. Więc adieu. Może ten adres wkrótce stanie się wolny i jak ktoś znowu coś tu zobaczy, to już nie będę prawdopodobnie ja. Więc jeżeli zobaczycie kiedyś napis H4CK3D, powiedzcie papa.

P.S Mein Gott, muszę pisać lekko, lekko. To odstrasza czytelników. Pobawię się w słodką komercję.

P.S 2 Trzymajcie kciuki, idę się zmagać z kartką A3.

P.S 3 Miało być krótko vv.

skomentuj (2)

And so, I'm still here... 2004-02-04 12:07:50

Jeszcze tu jestem? Sama nie sądziłam, że jeszcze się tu pojawię, ale wynikły pewne komplikacje z przenoszeniem bloga. Chciałam założyć nowego, ale już zważyłam, że sensu nie ma, bo i tak nie długo się przeniosę (kwestia paru dni). Naszła mnie chęć pisania, a więc jestem. O czym tym razem? O mnie. Tak jest po zanudzam trochę o swym życiu. Nie za ciekawe, nie za wyjątkowe, a jednak moja koleżanka (Ola) oceniła, że jak w brazylijskiej telenoweli. Fakt. Powiedzmy, że ja w żadnym wypadku nie uważam się za „coś” wyjątkowego czy za jakąś „ofiarę losu”, ale był taki okres w mym życiu. Zwany depresją. Zacznijmy od miejsca, gdzie ma pamięć sięga. Powiedzmy wczesne dzieciństwo.
Skąd wzięło się stwierdzenie, że jestem osobą inteligentną? Tutaj was zadziwię. Zaczęłam mówić jak miałam 6 miesięcy, a jak miałam już cały roczek gadałam pełnymi zdaniami. Zawsze miałam coś do powiedzenia i zawsze był to potok słów. W tym okresie życia (do lat dwóch) mieszkałam u babci. Razem z Michałem (urodził się jak miałam 1,5 roku) ciocią i wujkiem. Przed jego narodzinami mieszkali jeszcze z nami rodzice Ani i Magdy. Ciocie były bardzo mamie przydatne. Byłam niejadkiem i one żeby mnie „zmusić” do jedzenia wykonywały przede mną równe talerzyki. Ja jako osoba inteligentna ignorowałam to i w przypływie dobrego humoru serwowałam ciotkom zupkę. Na ubranie, prostu z buzi. Po narodzeniu braciszka, strasznie się go bałam. Zawsze uciekałam przed nim (na rękach babci albo mamy) do pokoju babuni. Teraz hop. Przeskakujemy do Ran lat 3. Wtedy właśnie stanęłam pierwszy raz na nogach. Powód: wiotkie mięśnie. Co dwa miesiące jeździłam przeważnie z mamą i babcią do Warszawy. Do pana Pawłoskiego. Tam robił mi masaże i to dzięki niemu udało mi się przejść parę metrów. Działał boleśnie. Rodzicielka i jej mama zawsze mnie oszukiwały, że jedziemy do Centrum Zdrowia Dziecka, w którym wizyty uwielbiałam ze względu na bufet.

Od zawsze byłam chłopczycą. Lalki nie były dla mnie, zabawy w dom też nie. Ciągle tylko spodnie, samochody i zabawy w Policje. Z rówieśników preferowałam męskie towarzystwo. Z Michałem byłam bardzo zżyta. Co drugi dzień dzwoniłam do niego i pytałam czy przyjadą z wujkiem Włodkiem. I przyjeżdżali. To był wspaniały okres w mym życiu. Do lat 6. Jednak nie pomińmy pewnego zdarzenia, kiedy miałam lat 4. Pewnego słonecznego dnia, zadzwonił do mamy kolega i zapowiedział swój przyjazd. Na drugi dzień już był. Wysoki, długie, kręcone włosy, okulary. Norbert. Nie spodobał mi się. Nie miał poczucia humoru i posiadał coś, co ja chciałam mieć. Puszkę Coli. Również dzierżył dziwny pilot. To była co prawda jedna z pierwszych komórek. Człowiek nie za ciekawy. Mama jednak zdwała się go lubić, czego mój umysł kompletnie nie pojmował. Na drugi dzień miał jechać. Miał zabrać nas na frytki, a w istocie pojechałyśmy (mym wózkiem, nie chodziłam na długie dystanse) same. On pojechał i jak pewnie nie którzy się domyślają nie wrócił. Nie ciekawy osobnik. W wieku lat 8, czy też 6 dowiedziałam się, że ten człowiek (uwaga fanfary!) był (a kim, że mógł być, drodzy czytelnicy?) mym ojcem. Mama zapewniała, że jeżeli będę chciała to będę mogła się z nim spotkać. Jednak ja wcale tej chęci nie wyrażałam i nie wyrażam do dnia dzisiejszego. Idiota.

Jak osiągnęłam wiek zerówkowy pod koniec roku szkolnego złożył nam wizytę jakiś pan. Był miły i nawet fajny (czy ktoś by pomyślał, że potem go znienawidzę?) Jednak to mi już przeszło). Dał mi 10 $. Oj jak ja się cieszyłam. Schowałam je do jakiegoś religijnego śpiewnika. Nadal tam są. Właściwie tam jest już koło 20 $. Nigdy nie zostały zamienione. Tydzień po tym zdarzeniu mama oznajmiła mi, że wyjeżdżamy to Stanów Zjednoczonych Ameryki. Gdyby ktoś widział, jak 6 letnia dziewczynka się ucieszyła, nie przejmowała się nawet faktem, że na operację.

Teraz epizod z lotniska. Michał, wujek, babcia i my. Kupa walizek, tłok, przekrzykujący się ludzie. Co utkwiło tak w mej pamięci? Pewien sentymentalny zakup, którego już nie posiadam. Został. Razem z Michałem (a właściwie za pieniądze rodziców) zakupiliśmy dwie koszulki z napisem Polska i białym orłem z koroną. Jedna była niebieska (Michała), druga czerwona (moja). Jak się dowiedziałam po powrocie oboje uwielbialiśmy te koszulki i obojgu przypominały nam siebie.
Lot samolotem bardzo mi się spodobał. Miłe stewardesy, dobre jedzenie i te cukry w torebkach. Piłam wtedy kawę (wtedy był to dla mnie symbol dorosłości, ale tak naprawdę nie smakowała mi i rzadko ją piłam).

O pobycie w stanach kiedy indziej. Jednak napiszę w telegraficznym skrócie. Dwie operacje przeprowadzone z odstępami półrocznymi. 9 przeprowadzek. Wielu poznanych ludzi, tych dobrych i tych „złych”. Depresja mamy. Chęć umieszczenia mnie w domu dziecka (przez jedną z pań, albo raczej „bab”, która wynajmowała nam mieszkanie (w piwnicy, zwanej tam bejsment), jako ostatnia). Komplikacje przy operacji nr. 2. Noszenie gorsetu. Głębsze wykrzywienie kręgosłupa. Brak pieniędzy. Praca mamy jako kelnerka w dwóch restauracjach. Wizyta ducha. Artur, ulubiony „facet” mamy, nadal go lubię. Nie za ciekawe znajomości rodzicielki. Przymus powrotu. Pobyty w szpitalu. Nauka w klasie polsko-angielskiej. Przeniesienie do klasy angielskiej. Zmiana szkoły z powody przeprowadzki w klasie 2.

I wróciłyśmy. Za różowo to nam nie było. Ktoś zapyta o powód operacji. Wiotkość mięsni i ryzyko poruszania się na wózku. Jakieś pytania? Aha... jak ma się teraz mój stan zdrowotny? Powiedzmy, że nie mogę za długo stać, bądź chodzić, muszę odpoczywać, bo inaczej wszystko mnie boli. Poddaję się rehabilitacji w Centrum Zdrowia Dziecka, ale o tym później. Czekam również na operację kręgosłupa. Nie za ciekawie wyglądam, powiedzmy.

Teraz robimy wielkie hop, bo nie chcę mówić o epizodach z 9 roku życia. Za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie. To się zaczęło w stanach, ale kiedyś do tego wrócę. Do szczegółowego opisu Ameryki też. And now, trochę o okresie między 10 a 12 rokiem życia. Kształtowanie mego charakteru. Czy ktoś się zdziwi, jak powiem, że kiedyś byłam zupełnie inna? Chyba tak. Od urodzenia byłam buntowniczką, ale nie aż taką jak właśnie w tym okresie. Ciągle kłóciłam się z mamą, dostawałam kary, obrażałam się. Byłam zupełnie inna, a już na nic nie chciałam być taka jak mama i robiła wszystko aby „nią” nie być. Mój charakter i sposób bycia był identyczny jak ten dzisiejszej młodzieży. Słuchałam Eminema, Britney Spears i innych. Ciągle popadałam w depresję, z powodu wyglądu przeważnie i byłam osobą bardzo melancholijną. Zupełnie lekceważyłam dorosłych i sama się uważałam za osobę „starszą”. Ignorowałam polecenia mamy i nie szanowałam starszych. Dalej sami sobie dopowiedzcie. Typowa nastolatka. Wczoraj tak się zastanawiałam. Co też zmieniło sposób mego myślenia? Jakim cudem stałam się taka „staro modna”, a nie „do przodu”, taka jaka byłam? Zmieniłam całkowicie front myślowy i w rzeczywistości upodobniłam się bardzo do mamy. Z charakteru. Nie mam tylko tej jej ambicji. Stałam się również optymistką. Właściwie to trudno mnie spotkać złą czy smutną. Jestem teraz zupełnie inną osobą.

Nie mogę sobie przypomnieć żadnego zdarzenia, czy momentu decydującego. Sądzę, że zaczęłam się zmieniać przez patrzenie na otoczenie. Samo to przyszło. Ktoś zapyta kiedy miałam największą „depresję”? Zdaje mi się, że jak dowiedziałam się, że znowu jadę do szpitala. Właśnie. Do Centrum Zdrowia Dziecka. W maju bolała mnie noga, i tam pojechałyśmy i tak jakoś dostałam skierowanie. Płakałam. W domu potrafiłam leżeć na kanapie ze słuchawkami w uszach i na nic nie reagować. W szkole byłam zaspana.

Jak już tam pojechałam, traktowałam to jako przymus. Buntowałam się. Nie chodziłam do tamtej szkoły, olewałam zajęcia rehabilitacyjne i ciągle gadałam, że wszystko mnie boli. Tu właśnie poznałam Martę, ale o niej kiedy indziej. Jednak jak wróciłam, jakoś inaczej do tego podeszłam. Zupełnie inaczej. Nagła zmiana myśli i postępowania. Takie małe „abrakadabra” w mózgu. Może dlatego jestem tym kim jestem?

W sumie to ja przeszłam wiele, jednak już nie chodzę z tego powodu w depresji. Nauczyłam się wybaczać i cieszyć życiem. Mama mówi, że w tym roku w szpitalu wszyscy do mnie lgnęli. Czy małe czy duże dzieci, czy młodzież. Dziwne. To prawda, że moja sala, zawsze była pełna. Jednak, czy to aby na pewno do mnie? Ja wiem, że ludzie mogą mnie lubić, ale no bez przesady. Również, pewna sytuacja, a właściwie osoba bardzo mnie zadziwiła. Piotrek. Na niego też kiedyś poświęcę jakiś temat. W sumie to jestem mu bardzo wdzięczna. Tak jak i wielu osobom.

I tak sobie chodzę po tym świecie. Jako jedna z 6 miliardów osób. Taka mała, niezauważalna. Ale jestem. Jestem sobą, w tym całym zakłamany świecie.

Dam Snickersa temu kto to całe przeczyta.... ^^.

skomentuj (3)

Noc jedna w roku... 2003-12-31 17:00:32

Tak jest dziś tak zwany Sylwester, a ja się do tego nie poczuwam, wcale, a wcale. Pół dnia słucham Two-Mix’a i piję jedną butelkę Tymbarka od rana. Żadnej imprezy nie planuję i zapowiada się, że będę w tę noc tylko z mamą, jedzeniem i dwoma litrami Coli ^^. Z tego, co wiem wszyscy gdzieś się poumawiali i wychodzą... przykładowo:

Karolina Prokop: robi wielką imprezę na 25 osób, z 1000 balonów iii z basenem (chciałabym się w takim z ciepłą wodą teraz wykąpać... ech...), opiekunów w domu zabraknie (Marcin i Hania), bo jadą na przyjęcie do Gali (tak, ta gazeta).
Ania i Magda (moje siostry cioteczne) : impreza u nich w domu na 7 osób z 8 litrami Pepsi, 5 Coli i 6 oranżady „Helena”. Co mnie niezmiernie zaskoczyło – wstęp tylko dla przedstawicielek płci żeńskiej, one twierdzą, że chłopcy psują zabawę. Ciekawy pogląd, ja twierdzę, że ją „podsycają”, zależy oczywiście jaki mają charakter...
Kasia Zawadzka: Idzie na imprezę do restauracji mamy (a właściwie pizzeri), będzie tam parę jej koleżanek i rodzina. Tańce, śpiewy, litry Coli ^^ i pizza.

Takim to tylko zazdrościć, chociaż nie ukrywam, że nie podobają mi się wieczory sylwestrowe typu „babskie” -_-‘. Jedynym mym ratunkiem będzie pan Michał, który będzie za godzinę i może zlituje się on nad nami i dołączy do nas w tę noc...
„Młodzież”, która już nie może wytrzymać wypuszcza swobodnie na niebo kolorowe fajerwerki, są to osoby przeważnie z bloków widocznych z mego okna, więc mam huków i kolorów dużo..., można sobie tylko wyobrazić, co ja mam tu po 23, istne szaleństwo i huk. Nie to, że nie lubię petard, wręcz przeciwnie, ale tak od rana to się może znudzić...
Michał ma mi przywieźć „Worms 3d”, więc przynajmniej się nie zanudzę. *Mama wchodzi do pokoju, stawia na biurku Ran jakiś kubek z gęstą i parującą zawartością*

Ran: Was ist das?
Mama: Das ist the pomidorówka, or pomidor zupa, jak tam wolisz...
Ran: Dziękuję ^^.

Czy ktoś z was w piąteczek idzie do szkoły? Wiem, idiotyczne, ale nasza szkoła jak zwykle nie ma wolnego tylko idzie ... -_-. Jedynym mym pocieszeniem jest to, że zapewne będzie tak mało osób, że nas zwolnią...
Dalsze sprawozdanie z tej nocy w 2004 roku and now kontynuacja poprzedniego opowiadania, mam natchnienie więc może coś wymyślę (notatki ostatnio w Wordzie piszę ^^).

”Serce z kamienia” – part two


Lisa Mc’Callister schodziła powoli ze schodów z parującą kawą w ręku. Kubek był gorący i nagrzany. Była zmęczona. Niestety nie mogła uciec do krainy snów, bo jak zwykle wizja jej biurka zawalonego papierami szybko ją budziła z tego marzenia. Czy nie lepiej było by zostać „tam”? Nie, nie miała teraz czasu na rozważanie tego, musiała pracować.
Gdy przechodziła obok kuchni przypomniało jej się, że musi wyjąć mięso na obiad z zamrażalnika. Nie chętnie weszła do kuchni i postawiła kubek na stole. Po chwili odniosła dziwne wrażenie, że w kuchni, po za nią, ktoś jest. Odwróciła się. Magda. To ona stała przy stole i kroiła chleb.

- Zgłodniałaś? – Lisa się uśmiechnęła i pomyślała, że właściwie też jest głodna.
- Trochę, dopiero wróciłam z próby... – tak... Magda chodziła do szkoły muzycznej, z zapałem uczyła się gry na skrzypcach.
- Długo was dziś przetrzymali... – Lisa zmęczona, usiadła na krzesło i postanowiła wypicz kawę w kuchni.

Magda też usiadła. Przestała kroić chleb. Swe oczy, pytająco wtopiła w Lisę, co ją zdziwiło, lecz jak na psychologa z jako takiego wykształcenia, wiedziała, że ona coś od niej chce, albo raczej chce o coś spytać.

- O co chodzi, Magdo, wiem, że masz zamiar o coś spytać. – wzięła łyk kawy. Za gorąca.
- Tak, zgadza się. To może trochę idiotyczne, ale odkąd tu przyjechałam interesuje mnie ten pomnik w ogrodzie. – Lisa sparzyła sobie język. Dlaczego ona o „to” pyta.
- Co cię może tak ciekawić w tym pomniku? Wiem, że interesujesz się sztuką, ale pomnik Kościuszki jest według mnie ładniejszy. – Lisa z trudem się uśmiechnęła. Była dobrą aktorką.
- Otóż interesuję mnie rzecz błaha, kto go wyrzeźbił? Miałam co prawda skojarzenia z pewnym artystą, który żył w roku 1902, ale w jego „poczecie” dzieł nie znalazłam tej „rzeźby”. To dziwne, bo przecież takie wielkie dzieło powinno się wpisać. Słyszałam również, że pomnik jest drogi. – Magda poczęła przebierać z ciekawością palcami po stole. Kompletnie zapomniała o chlebie.
- Wiesz... w tym problem, że nie wiadomo kto ten pomnik wybudował, albo raczej wyrzeźbił. Również się tym zainteresowałam jak tu przyjechałam. Co prawda jest tu jakaś miejscowa legenda, ale nie za bardzo w nią wierzę. Jak chcesz to ją mogę ci opowiedzieć. – Lisa ugryzła się w język automatycznie, jakby wiedziała, że nie może wszystkiego powiedzieć.
- Legenda, powiadasz? Świetnie, wprost uwielbiam legendy. Obiecuję, że nie przerwę. Wiesz przecież, że potrafię zagadać na śmierć. – Magda się uśmiechnęła i ogarnęło ją zaciekawienie.
- Dobrze, ale nie przerywaj, bo w życiu jej nie skończę. Więc, wyobraź sobie Londyn sto lat temu. Interesujesz się tym okresem, więc powinno to być dla ciebie łatwe. Teraz przechodzimy do głównych bohaterów tego dramatu. W roku 1902 w Londynie przebywała pewna reporterka, właściwie szkoliła się na reporterkę. Miała dopiero 20 lat i nazywała się Nadia [znowu! hehehe, po za tym akurat mi pasowała osoba „bardzo” podobna do Nadii z „The secret of Janet’s family”]. Pewnie myślisz, że nie za bardzo dotyczy to naszej historii, ale się mylisz...

CDN. Dokończę opowiadanie w tej samej notce, ale muszę już kończyć, bo Michał chyba windą jedzie ^^.

skomentuj (4)

Święta idą ... 2003-12-22 19:55:27

Święta idą, w środę już Wigilia, nasz wyjazd, spotkanie z czekającą rodziną... Cóż... nie mogę się wprost doczekać. Ta piękna i znajoma atmosfera, na którą czekałam cały rok, wypełnia mnie. Wczoraj ubrałyśmy choinki. Tak, jest dwie. Jedną w dużym pokoju, która teraz majestatycznie stoi na szafce przy rogówce i rozświetla pokój, przyjemnym, czerwonym światłem. Kolejna stoi u mnie w pokoju. Na biurku. Nie jest podłączona do kontaktu, bo to niestety powoduje spięcia ^^. Jednak czuję już tą atmosferę, nie do opisania. Nawet najlepszy pisarz by tego chyba nie opisał...
Od mamy dostałam już tak jakby przedwczesny prezent. Nie jest się trudno domyślić co. Książkę ^^. „Pamiętnik Narkomanki”. Jestem ciekawa kto z was to czytał, ja słyszałam, że to dobra książka. Nie zaczęłam jej jeszcze czytać, bo chcę zachować ją na wyjazd. Wiem, że zapewne będę miała mało czasu na czytanie, ale co mi tam ^^. W szpitalu ciągle mnie tępili za to czytanie i nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego tyle czytam. Przeczytałam 8 książek w ciągu trzech tygodni. Jak dla mnie to sam raz, a dla innych to astronomiczna liczba.
Dla mnie to naprawdę łatwo o prezent, starczy mnie zaopatrzyć w książkę, czy jakąś płytę i już jestem zadowolona ^^.
Wczoraj przy świetle choinki, kiedy to jeszcze spięć nie było, zgrywałam muzykę na płytę. 18 utworów, bo jeszcze nie wszystkie ściągnęłam, z powodu nie dyspozycji pewnej strony. Mój nowy komputer naprawdę się dobrze spisuje, wszystko chodzi szybciutko i mam upragnioną nagrywarkę. Jednak niestety nawet te 400 złotych, które dopłaciłyśmy wysiliły nas finansowo... Takie jest życie, może kiedyś wygram w lotka?
Nie wiem dlaczego, ale mam ochotę coś napisać, mnie zwykle nachodzi wena tak ot, bez powodu. Chyba napiszę jakieś opowiadanie, ale w tym problem, że nie mam nawet tytułu, ale co mi tam, jak napiszę dam tytuł... Zgadza się napiszę je tu i teraz ^^.

Serce z kamienia


Wigilia. Noc cudów i spełnienia marzeń. Jedyna noc w roku, kiedy ustają wszelkie wojny, spory i ludzie starają się być dla siebie mili. Co prawda nie zawsze im to wychodzi. W ten dzień panuje, jakaś magiczna atmosfera, jakaś miłość i uniesienie duszy. Dlaczego tylko w ten dzień...
Magda siedziała w kuchni przy stole i wyglądała przez okno. Wszystko jej było tu obce. Ten obszerny ogród, wielki dom, który kiedyś był pałacykiem jakiegoś szlachcica i ta kuchnia, w której teraz siedziała. Tydzień temu się tu przeprowadziła. Tata o tym zadecydował. Miał tu pracować, w firmie przy domu, a raczej złączonej z nim. Mama, ona i jej dwaj bracia, wcale nie chcieli się przeprowadzać, jednak musieli z czegoś żyć. Żeby nie było im tak smutno i samotnie, w tak dużym miejscu zamieszkania, dołączył do nich jeszcze dziadek.
Jednak nie tylko oni tu mieszkali... na górze w dwóch pokojach mieszkały jeszcze dwie osoby. Lisa i Max. Pracowali tu i wynajmowali pokoje. Jednak byli to ludzie bardzo uprzejmi. Powiedzmy, że nie byli starzy, mieli koło 25, 23 lat.

Jedyna rzeczą, która ciekawiła Magdę, był ten dziwny pomnik w ogrodzie. Pomnik jak pomnik. Nawet nie dziwił ją wiek owego „tworu”. Jak powiedziała Lisa miał on ponad 100 lat. Magda jak po raz pierwszy tu przyjechała, od razu zauważyła w ogrodzie, budowlę z kamienia. Ciekawa co to podeszła tam, odsunęła liście plączącej wierzby, które muskały pomnik i wyglądały jakby mu współczuły i nad nim płakały...
Dopiero po chwili Magda zrozumiała płacz wierzby. Spojrzała na to co dzieło prezentowało. Była to sylwetka młodego chłopaka, koło lat 20. Prosto w serce miał on wbity nóż, nóż miał wyrzeźbioną krew... Najdziwniejsza była twarz postaci. Magda nigdy przedtem nie widziała tak smutnej twarzy, wypełnionych cichym płaczem oczu i dziwnego uśmiechu. Dziwnego, bo reprezentował on raczej smutek, zawód i masę innych uczuć, a nie to co powinien. Zadowolenie. Takich emocji, raczej nie mógł ująć nawet najlepszy artysta. Wszystko to wyglądało tak, jakby ktoś żywcem tego chłopaka wsadził do jakiegoś odlewu i ostudził go. Na wieczność.

Magda spojrzała na swoich 6-letnich braci. Tomka i Krzysia. Biegali oni po ogródku i rzucali się śnieżkami. Chcieli powitać mamę wracającą z pracy i obrzucić dziadka „pigułami”, jak tylko wyjdzie zza rogu. Ich twarze się śmiały. Dziś przecież mieli być zalani prezentami i miłością. Magda się uśmiechnęła. Jej wzrok nagle uciekł w głąb ogrodu. Tam gdzie stał pomnik. Westchnęła i jej myśli wróciły do legendy jaką opowiedziała jej Lisa. Tyczyła się ona oczywiście dzieła. Była ona taka smutna, ale raczej nie prawdziwa. Przekazywana w miasteczku z pokolenia na pokolenie. Lisa w nią za bardzo nie wierzyła, ale Magda. Właśnie, ona, uwierzyła.

Wciąż pamięta tą opowieść, którą usłyszała zimowej nocy, wtedy zrozumiała wyraz twarzy chłopaka i sens „dzieła”. Wiedziała, że tego nikt nie wyrzeźbił, wiedziała, że według legendy... Przypomniała sobie. Cała historię...

CDN

Na dziś koniec ^^. Jak się podobało? Wymyśliłam to dosłownie przed chwilą. Jednak teraz opuszczam Worda i idę prze telewizor. Na mój ukochany film. Titanic. Nie wiem jednak czy obejrzę, bo wujek i mama ciągle nadają w pokoju, a przepraszam, wujek się właśnie zebrał i wychodzi. Więc dowidzenia.

Adieu...

skomentuj (1)

103 chłopaków i kolejny do kolekcji ^^' 2003-12-16 20:23:51

Wbrew wielu opiniom, to nie o mnie, ale o pewnej 10 letniej dziewczynce, która była ze mną w tym pobycie w szpitalu. Ma na imię Ewelina. Powiedzmy, że co pobyt się w kimś kocha, a w domu to chyba we wszystkich chłopakach jakich zna. Jednak ja osobiście po raz pierwszy widziałam ją w tak radykalnej akcji w tym pobycie. Jednak za nim do tego dojdę napiszę trochę o jej „flircie” w mym pierwszym pobycie, trzy lata temu.

Ewelina, „zakochała” się w bracie koleżanki z sali – 9 letniej Patrycji Twarogowskiej. Jej brat o imieniu Piotrek był w wieku Eweliny. Jej „zaloty” polegały na ciągłym ganianiu go po korytarzu, wykonywaniu dziwnych tańców i podskoków. Niestety serca Piotrka nie zdobyła, miała je już dziewczynka z jego szkoły. Nasza bohaterka, jednak tylko machnęła ręką i powiedziała, że ma przecież jeszcze narzeczonych z przedszkola ^^’.

Pamiętam jak w tym pobycie przyszła do sali nr. 5, która należała do mnie, Marty Wiśniewskiej i już Kasi, której nazwiska nie znam. Wcześniej na jej miejscu byłą Marzena Grabowska. Wracając do Eweliny. Usiadła na moim łóżku i powiedziała, że się zakochała w Piotrku (lat 17, 190, optymista, metal, przystojny ^^”, zakochany w Paulinie, jej chłopak) i Orzechu (Rafale) (lat 16, 165, pesymisto-optymista, metal?, fan mangi i anime ^__^, fan zjawisk paranormalnych ^-^, komputerowiec ^_^). Biedna dziewczyna nie wiedziała co robić w końcu po moich wyczerpujących wyjaśnieniach, że to się nie uda, zrezygnowała z Orzecha. Nie udało mi się jej wytłumaczyć, że „być może” Piotrek ma dziewczynę.

Następnego poranka poszłam do sali panny „zakochanej”, pożyczyć od Patrycji (tak tej samej z pierwszego pobytu) suszarkę, bo jak to ja owego przedmiotu nie posiadałam, a wróciłam z basenu.
Patrzę na Ewelinę, a ona coś pisze przy stole. Wołam ją. Ona nic. Jeszcze raz. Zero odpowiedzi. W końcu łaskawie zwróciła na mnie uwagę.

Ran: Ewelina, co tak piszesz, że na krzyczących ludzi, nie zwracasz uwagi?
Ewelina: Piszę list miłosny. Do Piotrka.
Ran: Mówiłam ci, że to się nie uda. Po za tym jest o 7 lat starszy od ciebie.
Ewelina: To co. Wiek nie ma znaczenia.

Zrezygnowana z łupem w postaci suszarki i me krótkie włosy w 5 minut wysuszyłam.
Po kolacji, koło godziny 18, patrzę, a tu do sali wpada Paulina, za nią Piotrek, potem Ewelina (inna, nazwę ja dla odróżnienia Ewela). Zdziwiona i oderwana od książki, patrzę na nich ze zdziwieniem. Zauważyłam, że Piotrek ma w ręku jakąś kartkę. Po chwili wszyscy raczyli usiąść, a Patrycja, weszła, powoli i również raczyła zająć miejsce.

Ran: Dobrze, mam rozumieć, że musi być ważny powód, skoro w takim pośpiechu tu wszyscy wpadacie?
Paulina: No widzsz, Piotrek otrzymał list. Miłosny. Od E w e l i n y.
Ran: Jak to? Wiedziałam, że coś tam skrobała, zresztą za pewne cały oddział to wiedział, znając Ewelinę, ale przecież to chyba was tak nie „zbulwersowało”
Patrycja: Nie, ale posłuchaj co myśmy przeżyli, z tym listem. Raczej powiedzmy ja. Musiałam się zakradać do sali Piotrka (nr. 2), tak żeby Orzech nie zauważył. No dobrze, chyba widzisz, jak mam brudne spodnie od tego czołgania? *klepie ręką na kurz, który osiadł na jej spodniach*.
Ran: Rozumiem i współczuję, ale moi państwo przecież list „miłosny” 10-latki, to nie koniec świata...
Piotrek: *Podaje jej list* Przeczytaj, a zobaczysz, jakie to 10-latki piszą listy miłosne.

Pamiętam, że ten tekst był w dużej mierze przesycony wyznaniami miłosnymi. Jednak na jednym liście się nie skończyło. Piotrek otrzymywał co raz to nowsze. Ewelina ciągle za nim chodziła, przytulała się do niego, tańczyła przed nim i „śledziła” go. Wszyscy mieliśmy tego dosyć. W końcu z inicjatywy Pauliny mieliśmy rozstrzygnąć tę sprawę raz i na zawsze. Zebraliśmy się oczywiście w mojej sali (moja sala „niestety” była często „odwiedzana” w ciągu tych 3 tygodni). Ewelina również z nami była.

Długo jej musieliśmy tłumaczyć z Piotrkiem i Pauliną na czele, że nic z tego nie będzie i że pan P. jest z Paulą. Po godzinie skapitulowała. Poddała się. Nie wiem dlaczego, ale było mi jej żal. Jednak kolejne zdanie Eweliny wywołało u nas salwy śmiechu i zrozumieliśmy, że ona będzie taka do końca „życia” bynajmniej młodego.

Ewelina: Eeeeee tam i tak jutro Krystian przyjeżdża, a i mój narzeczony mnie odwiedzi... *rozmarzone spojrzenie*.

I poleciała do mamy Patrycji – pielęgniarki, która aktualnie była na zmianie się pochwalić, kto to jutro przyjeżdża. Nie wiedziała, że zostawiła nas pokładających się ze śmiechu na łóżkach ^^.

skomentuj (1)

Prolog ... epilog 2003-12-12 13:33:57

Znowu kolejne rozważania w mym skromnym wykonaniu i zero relacji z ostatnich trzech tygodni. Tym razem pragnę napisać trochę, naprawdę mało, bo jestem na informatyce, na temat mej twórczości.
Pisać co kolwiek tak dla siebie zaczęłam z dwa, trzy lata temu. Było to jak pierwszy raz mój pokój ujrzał komputer i owa maszyna spoczęła na mym biurku.
Do dziś pamiętam swą pierwszą "herezję", która nosiła tytuł "Saga". Był i nadal jest to fanfic DB. Liczy "zaledwie" koło 30 ni3 składnych stron. Są tam pojedyńcze rozdziały i często nie powiązane ze sobą w żaden sposób.
Fabuła jest dziwna i jak zwykle w moim przypadku zagmatwana.
Ten twór postanowiłam w tą pauzę świąteczną całkowicie przepisać.

Na mym dysku twardym również spoczywa opowiadanie o małej objętości liczące zaledwie 5 stron i napisane w tym samym czasie. Bez ładu i składu nazwałam je "Sayonara". Również jest to fancic, tym razem SM. Tydzień później "wyprodukowałam" fanfica KKJ, niestety bez tytułu, ale liczącego 13 stron. Został nie dokończony.

Również w tamtym roku powstało parę fanficów DC, o przeróżnych tytułąch, również do mego poczetu zaliczam trzy fanfici traktujące o Evangelionie.

Oprócz fanficów mam również powieści całkowicie oryginalne i jest ich na prawdę dużo. Często są to opowiadania paro stronowe. Do tych dłuższych nalezy wymienić "The secret of Janet's family" liczące aktualnie 50 stron (dopisałam ^^). Fabułę chyba już wcześniej wyjaśniałam. Kolejnym mym dłuższym dziełem, które teraz bez przeszkód mogę nazwać książką jest "Countdown to Heaven" liczy 221 stron (dziś napisałam 3 ^^).

Nie mam niestety czasu za długo pisać, bo muszę się uczyć do konkursu z angielskiego, ale teraz dowód, że jestem dyzinteligentem.

Pierwszy dzień posiadania nowego komputera:

Ran włącza winampa 5 beta i zaczyna edytować playlistę. Ribi to samo co w 3 i skasowała całe 127 utworów, niestety jak się okazało wykasowała je z komputera vv. Po chwili popadała w rozpacz. Jednak oświeciło ją, że może wszystko sciągnąć jeszcze raz! Męczy się męczy i znalazła pierwszy utwór. Włącza Flashgeta i tak sobie spogląda w historię, która się wspaniałomyślnie i cudem zachowała. Nagle zauważa opcję "Download Again". Szok ^^V.
Potem bohaterkę naszła wena twórcza. Wchodzi więc na dysk C, potem do katalogów Kopia, Opowiadania i szok! Nie ma katalogu książki! Ran załamała się psychicznie i parę łęż skapnęło jej z policzków. Poszła cała jej praca... Chodziła melancholijnie po domu i wymachiwała rękami. Nagle doszła do wniosku, że katalog był ukryty i pan w serwisie mógł go nie zauważyć przy przegrywaniu danych.

Pierwsza w nocy:

Ran oświeciło! Jeżeli katalog był ukryty, to może jej nowy komputer nie ma włączonej opcji oglądania owych katalogów. Więc Ran włącza tą opcję ....i.... WSZYSTKO JEST!
Po chwili wali głową w biurko przy akompaniamencie śmiechu rodzicielki z pokoju.

Czy ja nie jestem ciemna? V___V

skomentuj (1)

The secret of an old Diary 2003-12-10 22:48:15

[Mam natchnienie, więc znowu zamieszczę część opowiadania *diaboliczny śmiech*. Znowu o Janet i jej kompanach,

bo mi jakoś podpasowało ^^. Tą część napisałam dzisiaj i jest ona w wersji beta. Notatka z prawdziwego zdarzenia

dopiero jutro.

P.S Netscape działa! Są polskie literki! ^__^.]

"The mystery of an old diary" ("Tajemnica starego pamiętnika")



Powolnym, znudzonym krokiem księżyc ustąpił miejsce słońcu, a czarna jak popiół noc odeszła, zastąpiona została
przez lekkie, pomarańczowe promienie nadchodzącego poranka.
Ciepło dnia zsunęło się powoli na Londyn, a na twarze spokojnie śpiących w łóżkach obywateli dotknęły ramiona ciepłego i jak zwykle rozświetlonego słońca.Dotykały one studentów, którzy zasnęli późno w nocy ucząc się do egzaminów. Musnęły nie chlujnie ubranego
mężczyzne pod klubem nocnym, pogrążonym w pijackim śnie. Spłynęły na samotną dziewczynę uśmiechająca się w porannej mgle, na dziecko biegnące do szkoły, na staruszkę wolno idącą ulicą zapewne do swych wnuków i nawet na złodzieja, który zaraz pożałował wetkniętego w kieszeń diamentu.
Promienie, delikatnie i beszelestnie dały znać swym ciepłem o sobie, pogrążonej w koszmarnym śnie młodej dziewczynie. Otworzyła ona oczy i spojrzała na bezchmurne niebo. Nikły uśmiech zawitał na jej twarz. Tak żadki.
Powoli usiadła na łóżku i wyciągnęła do góry ręce. Powędrowały one do klamki umieszczonej na oknie nad jej łóżkiem. Wykonały stosowny manewr i zaraz do zacisznego pokoju wpadło życie. Życie pełne gwaru i śmiechu.
Dziewczyna znowu się uśmiechnęła i zaraz się zoriętowała, że nia ma za bardzo czasu na takie wygłupy, bo przecież ma dziś iść do pracy.
Nie zwlekając wyskoczyła z łóżka i szybko włożyła ubrania z krzesła. Pieczałowicie złożone w poprzednią noc przez nią samą.
Jej ręce wykonały kolejny manewr na klamce. Tym razem tej na drzwiach. Lekko je pchnęła i kolejną myślą jaka jej się nasunęła było to ci jej współlokatorzy już zdąrzyli się wyrwać z krainy znów.
Przemieżając znimny korytarz, natknęła się na Janet. Kobieta przed nią ziewnęła i wygładziła ręką jej skołtunione włosy.

- Dzień dobry Janet. - dziewczyna zmierzyła wzrokiem Janet i ku jej zdzwieniu się uśmiechnęła.

- Dzień dobry ... Nadia. Przypuszczam, że dobrze dziś spałaś? [Jak już nie którzy zauważyli mam nawyk nazywania swych postaci Nadia ^^"]- Janet zawsze się bała o co kolwiek spytać swej pra babki po wiedziała, że łatwo było powiedzieć coś niestosownego. Nie mogła więc nigdy wypytać o bliżej ineteresujące ją szczegóły. Miała wiele pytań.
Jednak nie wiele z nich zadała. Tylko te nie wkraczające w prywatne sprawy osoby przed nia stojacej. Chociaż jednak raz spytała...

Nadia potrząsnęła głową w bok, zaprzecząjąc dobrze spędzonej nocy. Przypomniał się jej nagle koszmar który sniła.
Bała się. W nocy obudziła się z krzykiem na ustach. Ten pistolet. Rozlew krwi i... Nie! Nie będzie o tym myśleć.

- Nie miałam za dobrych przygód w krainie snów. - machnęła ręką i wskazała Janet salon.

- Słyszałaś może coś w nocy? - Janet usiadła i przymknęła powieki domagające się dalszego snu.

- Nie ... zdaję mi się, że nie. - Nadia usiadła obok Janet i spojrzała na nią swym pytającym wzrokiem, który zwykle
oznaczał, że odpowiedz trzeba udzielić jej natychmiast.

- Nie wiem, może mi się zdawało, ale chyba słyszałam czyjś krzyk i strzał z pistoletu. Wiem, niedorzeczne. Może to był sen... - przeciągneła się i uśmiech zagościła na jej twarzy.

Jednak oblicze jej prababki skamieniało. Przypomniała sobie swój sen. Koszmar.

Nie zdążyła przeanalizować faktów, bo do pokoju wpadła Angela trzymająca w rękach jakąś ksiażkę i z zaciekawionym, spragnionym wiedzy wzrokiem. Gdy zauważyła obie dziewczyny, natychmiast do nich podbiegła.

- Janet, ta książka wypadła ci z torby, wiesz jak to ja i przepraszam za mą ciekawość, ale czy to jest pamiętnik?
Wiesz ma zamek i wogóle, ale powiesz mi czy twój? - Angela przysiadła na poręczy kanapy i podsunęła owy przedmiot wprost pod nos panny Rodriguez.

- Nie, nie, nie, Angelo. Ten pamiętnik nie należy do mnie. Chociaż w dniu naszej podrózy miałam go ze sobą. Mama
w przed dzień dała mi go i powiedziała, że był związany z prababcią. Co prawda próbowałam go otworzyć, ale potem uznałam, że nie będę czytać czyichś osobistych myśli. Nawet osoby tak dawno nie żyjącej. Chociaż przyznam ciekawość mnie zżerała. - na twarzy Janet zwitał delikatny uśmiech, potem spojrzała na Nadię.

- Zaprzeczam. W życiu nie widziałam owego pamiętnika. Na pewno nie należy on do mnie, więc możecie go w spokoju otwierać. - wykonała zezwalający gest ręką, chociaż niby obojętny, ciekawość wkradnęła się po cichu do jej umysłu.

- No dobrze, ale jak zauważyłam owego zamka nie da się otworzyć spinką i niczym w tym rodzaju, więc musimy iść do ślusarza. - Angela wskazała palcem na zamek i zatoczyła po nim pytające kółko.

Dzień był ciepły. Nad wyraz. Nie wiele osób chodziło po ulichach. Przeważnie byli o tej porze w pracy, ale Nadia
aktualnie nie poszła so swojej redakcji, tylko z ciekawośći poszła z dziewczynami do owego ślusaża. Przecież jeden dzień nie obecnośći w pracy jej nie zaszkodzi, skoro tak sumiennie chodziła. Prawda?
Szły po woli rozmawiając o beztroskich rzeczach. Karety ich mijały, ludzie obserwowali. Nie trzeba było im się
dziwić. Przecież Angela i Janet miały zupełnie inne stroje niz te obowiązujące w Londynie pod koniec XIX wieku.
Angela i Janet były już u ślusaża i znały szybki skrót w przeciwieństwie do Nadii, choć mieszkała ona w londynie od dwóch lat.
Skręciły więc w ciemną, a nawet można powiedzieć mroczną uliczkę za "ich" blokiem. Nie przeszły za długo, bo
Angela nie patrząc pod nogi potknęła się o jakąś książkę.
Podniosła ją z ciekawości. Po chwili zamarła w szoku. Książka była we krwi. Janet i Nadia spojrzały na siebie.
Jednak to nie koniec dla oczu "biednych" dziewczyn. Czekały jeszcze przecież plamy krwi na murach pobliskiej
piekarni, czekała na nie policja po drugiej stronie ulicy, czkekał na nie przedmiot owych plam. Nóż. Również na
murze widniał namalowany z wielką ostrożnością i galanterią napis: RACHE (tłum. z niemieckiego: "zemsta").
Jednak zanim to zauważyły, Angela spojrzała na książkę trzymaną w dłoniach. Trzesących się. Spojrzała na pamiętnik w rękach Janet. Nagle wszystko się stało jasne. Przedmiot w jej rękach był za pewne pamiętnikiem należącym
chwilowo do Janet. Tak jest. Ta sama oprawa, wymyślny zamek, pozłacany. I inicjały: J.S.

Z paroma różnicami, jednak. Pamiętnik w rękach Angeli był nowy. Prawie. Skalany krwią i ... najważniejsze ....

Był otwarty.

skomentuj (0)

Klasówka ^^ 2003-11-14 13:22:51

Przed chwilą zaledwie pisałam tą nieszczęsną klasówkę z informatyki, no może nie tak w końcu nieszczęsną, ale nie było mnie w piątek kiedy pisali. Mam nadzieję, że się mi w jakiś nad ludzki sposób powiodło, chociaż znając mnie szanse temu są równe zero coma zero vv. Na następnej lekcji (czyt. angielski) mamy notabene hospitację, a ja ciemna nic nie wiem. A nuż ktoś wie, jak się nawywa krzyż Anglii, Szkocji, Walii i Danii? Oczywiście chodzi mi o te na flagach, albo jak się nazywają kwiaty reprezentujące owe kraje?

Jedyną mą nadzieją jest to, że w jakiś nie naturalny sposób hospitacji nie będzie, tak jak wczoraj. Może cud się stanie ^^? Cała klasa, a właściwie grupa siedzi teraz na czacie, oprócz panny Moniki Wróbel, która namiętnie stwaia pasjansa...., *wyxhyla się* a przepraszam Mariusz również oddaje się owemu zajęciu. Panna Paulina siedziała przed chwilą z Olą Rajkowską i się wykłocała o pierwszeństwo do czata, jak to ona ^^'. No nic, tak właśnie o to mija mój ostatni w ciągu trzech tygodni dzień w szkole, choć jutro odrabiamy, ale ja muszę się pakować (akurat -_-).

No więc wracam do czekania aż hotmail się włączy ^^.

P.S Muszę pożegnać polskie literki ;___;

skomentuj (2)

Przegrana? 2003-11-12 16:25:52

Uwaga, uwaga, ta notka nie bedzie typowa, bo zaprenzentuje kolejne me opowiadanie, jakie ostatnio napisalam, jest to raczej czesc mojego dlugiego opowiadania pod wdziecznym tytulem "The secret of Janet's family". Takie, takie beznadziejne jak zwykle zrecz, ale co ja zrobie, ze kocham pisac ^^'. *Wraca do sluchania "Moonlight Shadow"*

Przegrana?


Zima, snieg, zadowoleni ludzie, choinki, prezenty, rodzina, zakupy. Te rzeczy zapewne kojarza sie wielu ludziom z okresem swiatecznym. Jednak tak tego nie uogolniajac to z Wigilia. Swietem, w ktorym rodzina sie zbiera, dzieli oplatkiem, zasiada do wspolnego obiadu i spiewa kolendy. Dla wielu wlasnie tak bylo. Wlasnie owa wiekszasc siedziala teraz przy obiedzie wigilijnym, dlatego na ulicach bylo cicho i spowijala je samotnosc.

Jednak na skrzyzowaniu jednej ulic mozna bylo dostrzec postac, ktorej wcale sie nie spieszylo na spotkanie z rodzina czy na obiad. Stala przy jednej z wystaw sklepowych i ogladala piekne suknie i garnitury, na ktore i tak nie moglaby sobie pozwolic.
Dziewczyna nawywala sie Janet, Janet Rodriguez. Wcale ona nie miala zamiaru wracac do swego domu, na kolacje. Nie to, ze byla smiertelnie poklocona z czlonkami rodziny, ale, no wlasnie ale... Jej rodzice wyjechali. Jak moznawyjechac w swieta i zostawic corke sama? Mozna... Pani Caroline - aktorka, krecila wlasnie film, a ojciec Janet - Roberth zostal pilnie wezwany na jakies tam szkolenie. Gdzie? Janet nie wiedziala. Dziewczyna moze by i poszla gdzies, do jakiejs rodziny, ale w tym problem, ze owa rodzina nie chciala jej znac...

Nagle poczula dotyk samotnosci, byla sama. Nie miala nikogo z kim moglaby ten wieczor spedzic, nikogo do kogo moglaby skierowac swe zyczenia.
Zimny, zimowy wiatr przesunal sie po jej twarzy. Byla sama. Ulice puste, rodziny sczesliwe w domach, smiejace dzieci rozpakowywujace prezenty. Tego ona dzis nie zasmakuje, nie.

Chciala juz isc, do pustego domu, aby cos sobie ugotowac, zapalic swiatelka na choince, wlaczyc plyte z kolendami i zanucic je cicho pod nosem. Jednak to nie byloby to samo. Nagle o wylotu jednej z ulic zobaczyla znajomy, mocno czerwony, mozna by powiedziec krwisto plaszcz. Nalezal on zapewne do jej kolezanki z pracy Agnes. Szla ona z dumnie uniesiona glowa, co chwila sie smiejac, nie do siebie. Nie, Agnes nie szla sama. Obok niej szedl wysoki brunet i smial sie razem z nia.

W jednej chwili Janet zamarlo serce, w jednej chwili zachcialo jej sie plakac, w jednej chwili cos do niej dotarlo. Osoba, ktora szedla obok Agnes, byl z pewnoscia Adam. Janet dobrze znala Adama, nawet sczerze mowiac swietnie. Kogo sie tak dobrze nie zna jak bylego chlopaka?
Janet wiedziala, ze on "chodzi" z Agnes, ona, jak to ona rozniosla to po calym biurze i przechwalala sie na glos. Nigdy jednak nikt tych informacji nie potwierdzil.

To bylo dawno temu, wlasciwie z trzy lata jak w deszczowy dzien Janet zerwala z Adamem. Dlaczego? Nie chciala go ranic, nie chciala zeby z nia byl skoro ona i tak umrze, ze to nie ma najmniejszego sensu. Serce ja bolalo, ale owego dnia powiedzila "nie" i ostatecznie zakonczyla owy zwiazek. Adam nic wtedy nie powiedzial, po prostu odszedl i nigdy wiecej go nie widziala. Do dzis.

Janet, postanowila. Postanowila jedno, a raczej stwierdzila. Przegrala. Z kim? Z samym soba, nie miala odwagi i nigdy jej nie miala. Teraz przegrala z Agnes, chociaz nigdy z nia nie walczyla, nawet palcem nie ruszyla.

*


Adam patrzyl wlasnie, na zadowolona Agnes, ktora obok niego szla. Spotkal ja przypadkiem jak wracal ze sklepu, a ta do niego sie przyczepila. Od tego czasu gadala jak najeta, chociaz jemu wcale sie to nie podobalo. Prawie tej dziewczyny nie znal i byla ona dla niego troche "dziwna" jak to mozna okreslic i zupelnie nie w jego guscie. Ciagle byla o cos zazdrosna i ciagale z kims byla poklocona. Widzial ja moze z dwa, trzy razy na kursach jezykowych, wiecej jej nie mial okazji spotkac. Jednak ona na jego "meski" umysl najwyrazniej z nim flirtowala, a jemu nie za bardzo sie to podobalo.
Ze swych zrodel wie, ze w swojej firmie odpowiedziala, ze niby on jest jej narzeczonym. To absurd i nonsens.

Dzis Adam byl calkiem sam. W Wigilie. Jego rodzina zginela dawno temu w wypadku samochodowym. Mama, tata, siostra, babcia. Wszyscy, ktorych kochal. Kazda Wigilie spedzal wiec sam, bez tej atmosfery rodzinnej wokol, bez atmosfery cudow, bez smiechow wokol i bez tej milosci unoszacej sie w domu. Mieszkal sam.

Agnes od razu go poznala, z odleglosci ponad 100 metrow zaczela biec do niego i bez zbednych ceregieli zaproponowala mu wspolne swieta. Nie bylo to mu na reke, wolal je spedzic jak co roku sam. Z nia, to juz wogole by sie czul tak sztywnie jak przy wlasnym szefie w dzien wyplaty. Nie jest to za mile uczucie...
Zeby nie zrobic jednak jego uciazliwej towarzyszce przykrosci smial sie z jej historyjek o jej bylych chlopakach, co strasznymi niezdarami byli.

Jednak gdy ta zaczynala kolejna "romantyczna" opowiesc, ktora okazala sie nie wypalem, Adamowi przemknela przed oczami, znajoma postac. Stala ona przy jakiejs wystawie, a teraz szla wolnym krokiem w kierunku przystanku autobusowego. Wiedzial, ze skas ja znal, bo to na pewno byla dziewczyna. Widzial jej dlugie, ciemne wlosy i zolty plaszcz, wiedzial, ze gdzies juz na pewno spotkal owa nieznajoma.

Z chwilowym natchnieniem zapytal o nia Agnes, ktora szybko odwrocila sie do niego i sie skrzywila, gdy wskazal jej na odchodzaca postac. Nerwowo zaczela cos tlumaczyc, a potem ostro stwierdzila, ze to taka jedna nudziara z biura. Gdy Adam spytal o jej imie, milczala. Gdy ponowil pytanie, milczala. Wreszcie za trzecim razem odpowiedzila kpiacym i ostrym tonem jej imie. Brzmialo ono Janet. Janet Rodriguez. Zdziwil sie, a ona wiedziala, ze to zdziwienie nic dobrego nie wrozy.

Adam obserwowal odchodzaca postac, znikajaca w platkach sniegu. Nagle podjal jedna decyzje. Zajelo mu to jedna, krotka chwile. Odwrocil sie do Agnes i powiedzial, ze idzie, ze musi znalezc inne miejsce gdzie spedzi swieta. Poszedl, a raczej pobiegl w strone oddalajacej sie postaci. Agnes wiedziala, wiedzila, ze przegrala. Przegrala z ta dziewczyna, ktora gardzila. No nic, chwile postala, a po sekundzie grzebala juz w swej lakierowanej torebce. Wyciagnela notes i zaznaczyla dlugopisem jedno imie.
Przeciez zawsze, ktorys z chlopakow jest wolny. Jak nie ten, to inny.

Agnes odwrocila, sie na obcasie i rszyla w zimny, zimowy wieczor. Wiedziala, ze ta Wigilie spedzi na jakiejs imprezie w ramionach Petera, a w Boze Narodzenie, pewnie zajdzie do Dereka. Potem moze to Alexa?


The End.

No i koniec mych herezji na dzis ^^. Jak kogos by zainteresowalo jak potocza sie sprawy owej Janet, to krotko powiem, ze moze cos jeszcze na ten temat zamieszcze. Jednak odpowiem, albo raczej wyjasnie pare rzeczy ^^. Ojciec Janet ma firme komputerowa, a jej mama jest aktorka, wiec moze kogos zastanowilo, dlaczego ona mysli sobie, ze nie ma pieniedzy? Otuz Janet zyje na wlasna reke, znaczy mieszka z rodzicami, ale zarabia na siebie.

Moze kogos zainteresowalo, ogolnie o czym jest cala opowiesc? Odpowiem, ze wcale nie o przygodach Janet, chociaz jest jedna z glownych bohaterek i glownie w opowiesci zdarzenia kumuluja sie na jej rodzinie. Glownie jednak owa "herezja" opowiada o przygodach paru osob (a tak wlasciwie, to Angeli, Kazumi, Adama [nie tego z tego opowiadania ^^], Robertha [nie ojca Janet], profesora Tonyiego i jeszcze o paru innych osobach). Roberth wraz z corka Kazumi, jej przyjaciolka Angela i bratem Adamem przyjechali do kolegi Robertha, Robertha (tu juz tata Janet) i w ich domu zostalo popelnione morderstwo. Zostala wezwana policja i profesor Tony, ktory przyjechal ze swoim wechikulem czasu.

Wiec roztrzepana Angela niechcacy nacisnela guzik na owym wynalazku i Janet, ona, Kazumi, Roberth, Adam i profesor przeniesli sie do roku 1893 ^^. Za nimi jednak "pojechala" tam mafia, ktorym zalezy na pewnym kamieniu w pierscionku Janet ^^.

Opowiesc ma wiele watkow. Pisze na przyklad o zyciu i klopotach owych bohaterow, a zaprezentowane wyzej opowiadanie, bylo fragmentem wspomnien Janet. Kolejnym watkiem, a wlasciwie jednym z glownych jest owy kamien, ale zeby poznac jego tajemnice i dlaczego owa "mafia" go tak pragnie trzeba porozmawiac z pierwsza znana wlascicielka owego kamienia, czyli prababka Janet ^^. Owa osoba zyla w roku 1893 (jeszcze), bo rok pozniej zostala brutalnie zamordowana, przez nie wiadomo kogo.

Kolejnym watkiem jest samo zycie owej prababci, bo zapewniam, ze jest ciekawe, ale dlaczego we wspolczesnych czasach nie ma zadnych jej zdjec, informacji, czy pamiatek? Tego rowniez nie wiadomo, ale moze ktos je schowal?

Aktulanie jestem na etapie gdzie Janet i spolka poznala owa prababcie, a wlasciwie zna juz ja od miesiaca, a profesor proboje zrekonstuowac owy wechikul, jak na razie bezskutecznie. Bylo juz pare morderst jak to u mnie i owo opowiadanie jest wyjete z opowiadania o przeszlosci Janet ^^.

No dobrze, ile osob zasnelo? ^___^

skomentuj (0)

To tylko mnie sie tak zdarza ^^ 2003-11-10 15:18:34

Aktualnie jestem w dziwnym nastroju, ktory jest pomieszany z szokiem i dziwnym przeczuciem, ze ja snie. Dzis nie porusze zadnych swiatowych tematow, bo weny cos do nich zabraklo, moze troche pozniej opisze mniej wiecej aktualny zwrot akcji, a jest co opisywac ^^. Hmm... tym co mnie znaja nie koniecznie osobiscie wyda sie zapewne, ze wiedza z czym moj nastroj jest aktualnie zwiazany, ale NIE! Wbrew pozorom nie chodzi o pewna osobe, o ktorej zrecz mam zamiar napisac pozniej, a rzecz! Tak jest rzecz! Mianowicie, moj ukochany komputerek. No dobrze, moze nie dziala on za dobrze i juz sie troszke sypie, a w najblizszych latach zamierzalam mu wymienic najwyzej procesor i karte graficzna, no dobra dokupic oczywiscie nagrywarke, a tu!

Zaczne od poczatku. Wraca moja mama z miasta i mowi, ze jestem jej potrzebna. Ide do salonu, ktory chyba nie wspominalam, jest mniejszy od mego pokoju ^^. Siadam ze wygodnie w fotelu iiii... oto fragment naszej rozmowy.

Mama: *Wyciaga z reklamowki jakies kartki i podaje je mnie* No i co o tym sadzisz?
Ran: *Patrzy na kartki z niebywala zazdroscia, czujac, ze sa to parametry komputera cioci Jagody, ktora zamierza tok owy zakupic* Hmmm niezle, wiesz w porownianiu z moim to rakieta, no wez porownaj procesor 800 megaherzy i 2600, no tos to mozna w czarno brac! Po za tym cena, hmmm ponad 2000 zl, a moj ile kosztowal? 3000, a wlasciwie ponad.
Mama: Eeeeheeeee, no bo widzisz nasz komputer jak wrocisz z Miedzylesia, zostanie wstawiony do Finy.
Ran: *Robi mniej wiecej takie oczy O_O* Hej, hej, nie chcesz chyba powiedziec, ze czegos nie zaplacilas i komornik nam przyjdzie i MOJ ukochany komputer zabierze?
Mama: Nie, nie, nie *wybucha smiechem*. Posluchaj, my nasz komputer wymieniamy na ten o... albo *wyciaga kolejne kartki, dwie* na ktorys z tych *^___^*, wiesz, ale pan z Finy powiedzial, ze parametry mozna mieszac.
Ran: *W jeszcze wiekszym szoku* yyyy... to MY mamy miec nowy komputer za nasz stary Z TAKIMI parametrami? To dyzlogiczne, ty sobie zartow ze mnie nie rob...
Mama: Nie robie, Pefron ma pieniadze na komputery dla tych co ich potrzebuja i sa im niezbedne w edukacji i w dalszym rozwoju, a potem moze do wyboru zawodu.
Ran: Zaraz, zaraz, kto ci po pierwsze to powiedzial, a po drugie czy mnie jest potrzebny komputer do DALSZEJ EDUKACJI?
Mama: No, moze nie, ale masz orzeczenie o nie pelnosprawnosci i jak kupywalysmy komputer to Pefron nie dal nam na niego pieniedzy, wiec teraz pani Dorota powiedziala, ze znow maja pieniadze i pewnie tym razem nam sie uda.
Ran: Przepraszam, ale, ale, ale *jest nadal w szoku* ty twierdzisz, ze ot tak sobie sprawimy jakas rakiete, a nasz zlom pojdzie siedziec do Finy?
Mama: Nie, no, Pefrom pokrywa 60% kosztow zakupu, a jak oddamy nasz, to doplacimy kolo 200 zl tylko *^___^*.
Ran: *Przeglada parametry* Ael DVD, nagrywarka, to juz chyba troche za luksusowe? *skacze w myslach do sufitu ^_____^*
Mama: Nie bedzie ich co prawda, bo Pefron za bardzo nie pozwala, ale zrobimy tak. Dokupimy nagrywarke. Znaczy oddamy ten stary naped CD i zamienimy na nagrywarke, najwyzej doplacimy kilkadziesiat zlotych.
Ran: Mamo, toc ty logicznie myslisz. Wiesz ide sie nacieszyc starym komputerkiem, bo potem bedzie mi go brakowac ^___^ *i poszla w podskokach do pokoju*.

Hmm... chyba mnie tylko to sie zdarza, co wy na to? *Skacze wokol komputera jakis zapomniany indianski taniec*.

P.S. Wheeeeeeeeeeeee! ^____^

skomentuj (0)

Wigilia 2003-10-26 15:59:23

Chec mnie naszla napisania o tej wlasnie wigilii, bo mnie ona zachwycila, ale nie powiem, ze ta przed nia byla az tak zla, bo tez na pewnoe byla lepsza od poprzednich. Nie wiem dlaczego, ale ostatnio czuje swieta w powietrzu, jeszcze jak w Winampie slysze "Winter Bells"- Mai Kuraki to juz wogole wyobraznia odlatuje mi do jakiejs blizej nie okreslonej atmosfery, ktora tak wszyscy kochamy. Zanim jednak wypadaloby zapoznac wszystkich z planem wigilii, ktora zwykle sie odbywa, czyli co roku. Identyczna.

Zawsze kolo godziny 16 wszyscy jezdzilismy na Dworna do wujka Wlodka i cioci Eli. Michal to ich syn. Dlaczego? Babcia tam mieszka... Jak juz mowie o babci, to wspomne, ze ona caly tydzien przed swietami udaje chora i cale przygotowywania spadaja na ciocie i wujka. Jednak w dzien Wigilii wstaje i gotuje swoja zupe owocowa, ktora jest posolona tak jakby na drugi dzien soli na swiecie mialo zabraknac.
Gdy juz cala rodzina przyjdzie wszyscy podchodza do duzego stolu, mowie duzego (wzietego z kuchni), bo przy malym (lawie) siedza dzieci. Pozniej. Potem nastepuje modlitwa. Babcia dziekuje za wszystko i wyglasza przemowienie, nie omija oczywiscie wszystkich zlych drog na jakie zeszla nasza rodzina. Siadamy. Dzieci do niskiego, a rodzice duzego stolu. Potem ktos wychodzi na srodek i czyta jakis fragment pisma swietego. Co roku ten sam. Osoba? Przewanie Michal, a jak nie to ktores z dzieci. Ja? Nigdy nie wyszlam na ten srodek. I dobrze.

Co dalej nastepuje? Kazdy sie moze domyslec. Jak co roku, dzielenie sie oplatkiem. Lubie ta tradycje, o ile nie trzeba byc wycalowanym przez zaplakana babcie, ktora wmawia ci, ze uroslas przez ten rok i zyczy ci, zebym ... wiecej cwiczyla. Czy akurat w Wigilie musze o tym pamietac? Wtedy kiedy nie chce? Nonsens. Zyczenia dalszych czlonkow rodziny sa rozne:

Mama: Zyczy masy chlopakow, wspanialej rodziny (w przyszlosci), wygranej w Lotka, przekupienia nauczycieli i wielu wspanialych przyjaciol (tego akurat mi potrzeba).

Wujkowie: Wielu randek, dobrych ocen w szkole, zdrowia i pieniedzy.

Ciocie: Chlopaka (przystojnego), wielu ocen (nie koniecznie pal), wychowania mamy (dobrego) i zdrowia.

Rodzenstwo cioteczne: Roznych dziwnych rzeczy, ktorych juz nie bede wymieniac.

Ja pewnie zostalo zauwazone prawie wszyscy zycza mi powodzenia, ktore chyba nigdy sie nie splelni. Co potem? Po usciskach, jedzeniu oplatka i calusach i dobrych zyczeniach? Siadamy. Znow do stolow. Tym razem zabieramy sie za jedzenie i rozmawiamy we wlasnycm towarzystwie. Troche to dziwne. Dzieci rozmawiaja o swoich sprawach, a dorosli o swoich. Czy nie powinno byc tak, ze wszyscy siadaja razem i rozmawiaja? U nas tak nie ma od... 2 lat. Dziwne. Przy stole nastepuja klotnie, o prace, sprawy prywatne i rozne inne rzeczy, o ktorych w Wigilie nie powinno sie pamietac.

Dalsza czesc jest taka, ktora nie powinna sie tu pojawiac. Dzieci, ida do pokoju Michala. Niby normalne, ale dziwne, bo nie rozmawiaja. Michal po prostu wlacza jakas gre na komputerze, ktos bierze jakis magazyn (Maciek), a blizniaczki obserwuja ekran komputera. Przewaznie jest odpalana jakas brutalna gra i dalej wiadomo. Graja. Jedna dziewczyna siedzi na tapczania, zawsze z CD-Actionem w reku. Czyta. Kto to? Oczywiscie, ze to ja. Jestem znudzona tym wszystkim. Brakuje mi tej atmosfery w tym domu, takiej, ze widac, ze wszyscy sie kochaja. Brakuje mi tu radosci (doroslych). Rozmow, takich smiesznych, o radosnych zdarzeniach. Spiewania kolend, sluchania muzyki.

Zamiast wlaczac komputer dzieci, chociaz raz moglyby sie pobawic w cos. Wyciagnac jakas zakurzona gre planszowa, zabawic sie w jakis teleturniej albo chociaz ruszyc swa wyobraznie.

Dalej, typowe rozdawanie prezentow. Co? Pieniadze oczywiscie. Sumy rowniez oczywiste. Po 10 zl od innych, a po 20 od chrzestnych. Pytam. Gdzie wymyslne, smieszne, ciekawe prezenty. Nie koniecznie drogie. Starczy sie zastanowic i kupic jakas ksiazke, plyte czy kasete albo jakas figurke, naszyjnik. Gdzie inwencja, gdzie radosc obdarowywania prezentami? Pytam. Nie uzyskuje odpowiedzi.

Potem wszyscy sie rozchodza do domow. My z mama tez wracamy do siebie. Na wlasna wigilie. Mama wstawia jakies potrawy, ktorych zapach czuje z kuchni. Duza choinka chociaz sztuczna wyglada pieknie. Czerwone swiatelka przeswitujace przez galezie, nadaja jakas nie opisana atmosfere. Dzielimy sie znow oplatkiem. Zabiramy sie do kolacji, ktora ma jakis inny smak niz na Dwornej, jakis smaczniejszy, pelniejszy.
Nastepne prezenty. Nie, tym razem nie suche pieniadze, ktore i tak bardzo szanuje. Mama zwykle kupuje mi to co lubie, a to latwo sie domyslic. Pare ksiazek, moze jakas plyta, jak starczy pieniedzy. Nie pamietam, ale chyba jakis ciuch dostalam na swieta, chyba golf badz sweter. Ja zwykle mam jakis naszyjnik, breloczek, badz jakis drobiazg na moja kieszen.

Nastepnie ogladamy wspolnie jakis film, rozmawiamy, badz wariujemy przy dzwiekach jakiejs ulubionej muzyki. Ja zwykle potem ide z ksiazka do pokoju i zatapiam sie w jej lekturze.

Czyz nie o to chodzi? Czy nie chodzi o ta milosc? O radosc, wspaniala atmosfere i nie okreslony zapach w powietrzu? Chyba tak...

Wybaczcie, ale dalszy ciag w nastepnej notce, czyli o Wigilii z poprzedniego roku.

skomentuj (6)

Kolejna informatyka XD 2003-10-24 13:21:57

Jak wiadomo z tematu przebywam aktualnie w mojej szkole na lekcji zwanej informatyką. Sprawdzianu nie było, bo został przełożony z niewiadomych powodów na 31, czyli za tydzień. Szkoda... Za to ku memu wielkiemu zaskoczeniu dostałam z owego przedmiotu 3 piątki. Pierwsza za pracę o wakacjach i była ona z samym tekstem, a napewno żadną piekną prezentacją gdzie wszystko skacze. Dwie pozostałe to z ćwiczeń w DOS'ie. Następnie mamy angielski, gdzie czeka mnie sprawdzian, może dobrze pójdzie? Jednak nie mam dziś wyjątkowo ochoty wracać do domu. O tym napiszę w notce, ale już w domu, bo klasa na czacie aktualnie szaleje i ja chyba dołączę ^__^.

skomentuj (3)

Was? o_o 2003-10-23 23:26:18

Warum? Warum wanne ich wann shrieb a neue NOTKA blog.pl ist nein gut working? Ich hasse BLOG.PL!!!

Dla tych zdezorientowanych znaczy to mniej wiecej:
Temat: Co? o_o

Dlaczego? Dlaczego kiedy chce napisac nowa notke *XD* blog.pl nie dziala dobrze? Nienawiedze BLOG.PL!!!

Nic dodac nic ujac, jednak rozumiem owy serwis. Moze czasem kazdy serwer sie podlamac nawet taki jak BLOG.PL, moze go dziewczyna rzucila? ^___^

[Notke sponsorowal DOS, ktorego komend Ran sie dzis uczy na jutrzejsza klasowke z informatyki ^^.]

P.S Czy ja cos pamietam?
P.S 2
md nazwa - utworzenie danego folderu.
rd nazwa - usuniecie danego folderu.
cd nazwa - przejscie do folderu podrzednego.
cd.. - przejscie do folderu nadrzednego.
edit - wejscie w program do edycji.
copy co dokad - skopiowanie danego pliku do danego folderu.
del nazwa - usuniecie danego pliku.
dir /s a*.* - wyswietlenie plikow w danym folderze i jego podfolderach zaczynajacych sie od litery "a".
dir /s a*t*.* - wyswietlenie plikow w danym folderze i jego podfolderach zaczynajacych sie od litery "a" i zawierajacych litere "t".
dir /s ??? - wyswietlenie wszelkich plikow trzy literowych w danym folderze i jego podfolderach.
dir /s *.doc - wyswietlenie wszelkich plikow w danym folderze i jego podfolderach o rozrzezeniu "doc".

P.S 3 Hmmm, czy ktos uwierzy, ze owe komendy napisalam z pamieci? Nikt? No, to zaskocze wszystkich, a jednak cos pamietam ^-^.

skomentuj (0)

Zima idzie i o nic nie pyta ^^ 2003-10-23 16:25:33

Zgadza sie, zima juz u nas, w Lomzy nadeszla nie pytajac o nic naszego, kochanego, zielonego malucha i trzeba sie wysilic rano i go skrobac. Sniegu co prawda duzo nie spadlo. Zdazywo przykryc tylko trawe i krzaki, ale plachta prawie niewidoczna. Tego samego dnia mialam wydanie swiateczne Coca-coli ^^ i od razu jakos tak swiat mi sie zachcialo. Zachcialo mi sie tej niesamowitej atmosfery, nie tej co mammy co swieta, ale tej z zeszlego roku. Tamte swieta byly dla mnie zwariowane i wspaniale. O nich za chwile.
Rowniez nasza klasa przygotowywuje apel swiateczny. Jakos swieta jeszcze tak dalekie mi sie wydaja. Jeszcze cale dwa miesiace do nich. Dalekie moze dlatego, ze przed nimi musze jeszcze odwiedzic szpital. Nie wiem ile osob znajomych i bardziej znajomych ^^ bedzie akurat wtedy, ale Mitki (Karoliny) napewno wtedy nie zastane. Ona jedzie tam juz za 10 dni, czyli za 4 tygodnie bedzie juz w domu z przyjaciolmi.

Szkoda... Jednak na pewno bedzie wiele znanych mi osob. Lukasz, co to wszedzie go pelno, Karolina, co to przywiazala sie do mnie, zawodowa plotkarka Marysia, ktora wszystko musi wiedziec, Jajo, co to ciagle mowi jajo i zwie sie Piotrek, Koper rowniez Piotrek, zawodowy gentelman i zwariowany na dodatek, Malysz, sportowiec i imprezoicz jakich malo, Karina, melancholijna, albo raczej taka udawajaca ^^ bardzo zwariowana dziewczyna, Patrycja, mamisynkowata o dziwnym poczuciu humoru, ale zwariowana ^^, Marta, podobna do Pauliny Romej nic dodac nic ujac.

Dlaczego nie stawialam kropek, lecz same przecinki? Kazda z tych osob jest wspaniala i nie potrafie ich odzielic, napisac osobno. Mam nadzieje, ze ktos z nich bedzie, milo by bylo miec przy sobie kogos znajomego. Wiem napewno, ze bede dodawac tu notki, to bedzie przeciez informatyka raz w tygodniu i w piatek komputery jako rozrywka ^__^. Wiec licze na 4 notki, bo moj pobyt TAM wyniesie kolo dwoch tygodni.

Teraz prosze panstwa hit dnia, Ania i Magda (blizniaczki, moje siostry cioteczne), maja od wczoraj internet! Dzis spotkalam sie z nimi na czacie lomzynskim. Milo bylo chwilowo z nimi pogadac. Chodza one do klasy 6 i nie zawsze je rozumiem i nie zawsze umiem znalezc z nimi wspolny jezyk, bo sa za bardzo wystylizowane na dzisiejsza mlodziez. To znaczy za bardzo ostentacyjnie sie odzywajace i za bardzo imprezowe. Jednak mimo, iz takich ludzi nie lubie to jakos bez nich nie moge zyc, tak jak bez Michala, ktory czasem jest dziwny, ale swietnie sie rozumiemy i lubimy razem przebywac. Chyba o to chodzi, nie?

Dlaczego tak dlugo mnie na internecie nie bylo? Infolan robil jakies naprawy, a ja mialam mase klasowek w tym tygodniu. Jutro z angielskiego, mego przedmiotu wykladowego v_v. Dzie przebrnelam prze klasowke z iscie politycznego WOS'u, ktory z niewiadomych powodow jest w programie rozszerzonym i zwie sie KOSS. Jednak latwe bylo.

Co dzis jeszcze w szkole? Wybuch mego chronicznego smiechu przed lekcja zwana WOS'em. Dlaczego? Maciek Karwowski (ten sam co ma cos do mych wlosow i nie znosze go za identyczny poziom zwariowania jak moj XD) siedzial sobie spokojnie, a ja skonczylam jesc gigantyczne jablko. Nastepnie owy pan przysunal sie do mnie na odleglosc co najmniej niebezpieczna, taka kiedy ma zamiar zrobic cos mym biednym wlosom, badz cos rownie dziwnego. Teraz dla tego bloga specjalnie moja rozmowa z nim, a wlasciwie jego ze mna:

Maciek: Dawno ci to chcialem powiedziec.
Ran: Co? (Myslalam ze powie cos w stylu 'Ciekawie wygladasz wlepiajac ten swoj zabojczy wzrok w swoja zielona ksiazke', badz 'Wiesz, zawsze kochalem twoje, wlosy, czy niepozyczylabys mi ich?')
Maciek: Kocham cie.
Ran: O_O *Zaczyna sie histerycznie smiac i pada na swoj plecak. Pioter siedzacy na przeciw, kumpel Macka rowniez zaczal sie smiac*
Maciek: Hej! Teraz przez ciebie popadne w depresje przed klasowka z WOS'u! *I popadl w depresje, przed klasa w kacie z glowa w ramionach ^^*
Piotrek: On ma dola przez ciebie.
Ran: On ma udawana depresje przeze mnie.
Piotrek: Nie, udawanego dola.
Ran: ^_^'

No i w koncu Maciek wstal na dzwiek dzwonka i zaczal podrywac Karoline (jak zwykle -_-') ^^.

Nie myslcie, ze to dziwne, bo on kocha sie w ten sposob zachowywac ^^.

Mialam dzis isc z Paulina na "Piratow z Karaibow", ale wypadl jej chorek szkolny i piosenka, ktorej "koniecznie" sie musi nauczyc. Jak to ona... v_v

Ojej! Koncze, a mialam jeszcze o swietach napisac i jakies opowiadanie wrzucic. Jednak notka zrobila sie strasznie dluga, a jutro przeciez klasowka ^^.

P.S Kochamy Winampa i ZARDA ^__^
P.S 2 Ashiiiiiiita wo yumememiteeeee v_v
P.S 3 O 18 spotkanie do bierzmowania, gdzie? W kafejce internetowej! Ha! Nasz animator postanowil nas rozerwac tak co dwa tygodnie. No, Paulinka, na czacie bedziesz gadac kiedy to ja pokaze chlopakom co umiem w tak zwnageo Countera i, ze dla pan nie ma kredytow XD?

skomentuj (0)
Księga Gości
Blogi RPG
RPG Po prostu blogowy RPG ^_^
X RPG X, niestety nie znam tej mangi, bądź anime...
Slayers Nic dodać nic ująć RPG Slayersów
Neon Genesis Evangelion Evangelionowy RPG, w którym biorę udział jako Hikari Horaki ^_^

Moje Blogi
Crystal Tears Iiiiii jeszcze jedna książka! *_*
Crystal Illusion of Life Kolejny blog z moja kolejną książką ^_^'
Black Sherry Mój blog, na którym piszę książkę.
Mój pierwszy blog Tytuł mówi sam za siebie ^_^

Moje stronki
Shogun & Vera Stronka moja i brata ciotecznego (Michała), aktualnie schakowana >_<

Ciekawe Blogi
Blog Magdy (niestety nie znam nicka) Ciekawy desing i notki, po prostu wchodzić, nie gadać.
Chochliki Dwa
Opowiadanie
Dark Raven
Sherry
Wspaniały blog Zgubiłam adres.... =_='
Niesamowite historie
Blog Doroty Rabczewskiej

Blogi znajomych
Mitka
Pierwszy blog Nirvanki
Były blog Nirvanki
Nirvanka
Moncia

Portale Blogowe
Tenbit
Blogi.pl
E-blog
Eblog
Weblog
Blog.eu
Blog.pl

Ciekawe stronki
Fanlistings Masa, masa, masa fanlistingów!
Jarotrans Kolejna grupa skanlacyjna, która tłumaczy mangi na polski, czasem tam wpadam
Fanfiction.net Największa stronka z fanficami po angielsku. Polecam gorąco!
Projekt Manga Moja ulubiona grupa skanlacyjna tłumacząca mangi na nasz rodzimy język
Emulatory i inne Stronka pełna gier i emulatorów
Kurs Bloga Po prostu kurs bloga
Day Dream Graphics Największy zbiór mangowych layoutów jaki znalazłam
Layouts Mają masę świetnych layów na strony www
Gry on-line Masa gier on-line. Warto zagrać
Virtualna Polka Jajcarska podróbka wp
Fiction Press Stronka, na której możecie zamiesczać swoje opowiadania

Szablony
Crystal (ja -_-') Na razie nie wchodzić, bo szablony są tragiczne. Spróbuje dziś lub jutro coś z tym zrobić...
Milva
Mroczne szablony
Tempus Fugit Co.
Reina
Umi
Diablica
Yushiko
Yennefer
Visenna
Pathchouli
Ania 007
Bartodziej